— Nauczycieli a nauczycieli! Gdzie nie spluniesz — wszędzie nauczyciel. Stoi i uczy. Już i śmieci wozi, a dalej uczy.

— Ja cię nie uczę… — zaczął Andrzej podniesionym głosem, ale policjant nie dał mu skończyć.

— Zaraz wrócę na komisariat i zadzwonię do twojej bazy, że ci się światło postojowe nie pali. Widzicie go, światło mu się nie pali, ale co tam, będzie uczył policję pracować. Żółtodziób.

Donald roześmiał się nagle suchym, skrzypiącym śmiechem. Policjant też zarżał i zupełnie już pokojowo dorzucił:

— Jestem sam na czterdzieści domów, rozumiesz? I zabroniono nam nosić broń. Czego ty od nas chcesz? Niedługo w domu was zaczną zabijać, a co dopiero na ulicy.

— No, a wy co? — zapytał oszołomiony Andrzej. — Powinniście protestować, żądać…

— Protestować — powtórzył policjant — żądać… Ty co, nowy? Szefie! — krzyknął do Donalda. — Zatrzymaj no się tutaj. Wysiadam.

Zeskoczył ze stopnia i, nie oglądając się za siebie, kołyszącym krokiem poszedł w stronę ciemnej szczeliny między krzywymi drewnianymi domami; w oddali paliła się samotna latarnia, pod którą stała grupa ludzi.

— No co oni, do licha, zgłupieli, czy co? — oburzył się Andrzej, gdy samochód znowu ruszył. — Jak to tak, na mieście pełno bandytów, a policja bez broni? Tak nie może być! Przecież Kensi ma przy boku kaburę — to co on w niej nosi, papierosy?

— Kanapki — powiedział Donald.

— Nic nie rozumiem — westchnął Andrzej.

— Wyjaśniali to — odparł Donald. — „W związku z powtarzającymi się wypadkami gangsterskich napadów na policjantów w celu zdobycia broni…” I tak dalej.

Andrzej myślał długą chwilę, z całych sił zapierając się nogami, żeby nie podskakiwać na fotelu. Kocie łby prawie się już skończyły.

— Według mnie to strasznie głupie — powiedział w końcu. — A według pana?

— Według mnie też — odezwał się Donald, niezgrabnie przypalając papierosa jedną ręką.



11 из 384