
Zerrikanki zachichotały i równocześnie mrugnęły.
— Którą wolisz? — spytał Trzy Kawki. - Hę? Geralt? Wiedźmin podrapał się w potylicę.
— Wiem, że trudno wybrać — powiedział Trzy Kawki ze zrozumieniem. - Sam czasami mam kłopoty. Dobra, zastanowimy się w balii. Hej, dziewczęta! Pomóżcie mi wejść na schody!
III
Na moście była zapora. Drogę zagradzała długa, solidna belka, osadzona na drewnianych kozłach. Przed nią i za nią stali halabardnicy w skórzanych, nabijanych guzami kurtach i kolczych kapturach. Nad zaporą ospale powiewała purpurowa chorągiew ze znakiem srebrnego gryfa.
— Co za czort? — zdziwił się Trzy Kawki, stępa podjeżdżając bliżej. - Nie ma przejazdu?
— Glejt jest? — spytał najbliższy halabardnik, nie wyjmując z ust patyka, który żuł, nie wiadomo, z głodu czy dla zabicia czasu.
— Jaki glejt? Co to, mór? A może wojna? Z czyjego rozkazu drogę blokujecie?
— Króla Niedamira, pana na Caingorn — strażnik przesunął patyk w przeciwległy kącik ust i wskazał na chorągiew. - Bez glejtu w góry nie lza.
— Idiotyzm jakiś — rzekł Geralt zmęczonym głosem. -To przecież nie Caingorn, ale Hołopolska Dziedzina. To Hołopole, nie Caingorn ściąga myto z mostów na Braa. Co ma do tego Niedamir?
— Nie mnie pytajcie — strażnik wypluł patyk. - Nie moja rzecz. - Mnie aby glejty sprawdzać. Chcecie, gadajcie z naszym dziesiętnikiem.
— A gdzie on?
— Tam, za mytnika sadybą, na słonku się grzeje — rzekł halabardnik, patrząc nie na Geralta, ale na gołe uda Zerrikanek, leniwie przeciągających się na kułbakach.
Za domkiem mytnika, na kupie wyschniętych bierwion, siedział strażnik, tylcem halabardy rysując na piasku niewiastę, a raczej jej fragment, widziany z nietuzinkowej perspektywy. Obok niego, trącając delikatnie struny lutni, półleżał szczupły mężczyzna w nasuniętym na oczy fantazyjnym kapelusiku w kolorze śliwki ozdobionym srebrną klamrą i długim, nerwowym czaplim piórem.
