
Czy to ważne, spytała samą siebie. Musiała przyznać, że wywarł na niej duże wrażenie. I to nie tylko dlatego, że jego uśmiech chwycił ją za serce…
Pochyliła się nad małą pacjentką i po raz setny sprawdziła jej puls. Wiedziała już, że wygrywa tę walkę i tylko to się liczyło. Wszystko inne będzie musiało poczekać.
Wreszcie dziecko przestało kaszleć, zaczęło oddychać prawie normalnie i w końcu zmęczone zasnęło.
Kate odsunęła koc. W pomieszczeniu było prawie tyle samo pary co w naprędce skleconym namiocie. Na piecu stało kuka garnków z gotującą się wodą. Kate uśmiechnęła się do rodziców pilnujących ognia.
Mimowolnie poszukała wzrokiem nieznajomego. Nie było go. Ogarnęło ją głębokie rozczarowanie. W duchu zganiła się i wróciwszy do śpiącego dziecka, przywołała gestem matkę.
– Wyjdzie z tego – zapewniła przestraszoną kobietę.
– Obawiam się jednak, że będziecie musieli utrzymać taką parówkę aż do rana. Jeśli zrobicie tu jakieś posłanie, Trący będzie spała spokojnie, a tego potrzebuje najbardziej.
– Nie musi… Nie musi być w szpitalu? – wyjąkała kobieta.
Po raz tysięczny Kate pożałowała, że w dolinie nie ma szpitala. W normalnych warunkach dziecko w takim stanie powinno być pod kontrolą fachowego personelu medycznego. Najbliższy szpital znajdował się jednak aż o dwie godziny jazdy stąd. Dwugodzinna podróż, bez wilgotnej pary, mogła okazać się tragiczna w skutkach.
– Będzie tu bezpieczna. Zostanę z nią, jeśli możecie mnie przenocować.
– Nie ma pani wyboru. – Farmer uśmiechnął się.
– Pani przyjaciel odjechał. Czekał do chwili, gdy Trący zaczęła kaszleć. Wtedy orzekł, że wszystko będzie dobrze i zostawił resztę w pani rękach. Zapewniliśmy go, że przenocujemy panią.
– To nie jest mój przyjaciel – oświadczyła krótko Kate marszcząc brwi. – Samochód mi się zepsuł i ten człowiek mnie podwiózł. Czy powiedział wam, kim jest?
– Nie. – Farmer spojrzał na żonę układającą śpiącą dziewczynkę na kanapie w rogu kuchni i przeniósł spojrzenie na Kate. – Pokażę – pokój, gdzie będzie pani spała.
