Alexis zaczęła płakać. Kate, mocno ściskając jej rączkę, pochyliła się nad córką i przypomniała, że przecież to już dzień jej urodzin, wobec czego później dostanie prezenty, być może nawet tort.

– Jak wrócimy na statek, będziesz miała piękne przyjęcie urodzinowe – obiecała, przygarniając ją do siebie i mocniej tuląc w ramionach Fannie. Poszukała wzrokiem oczu męża.

Bert wsłuchiwał się w rozmowy stojących obok pasażerów, pragnąc się zorientować, czy ktoś wie coś, o czym on jeszcze nie słyszał. Wszyscy wiedzieli jedynie, że mają natychmiast wsiadać do łodzi ratunkowych, w pierwszej kolejności kobiety i dzieci. Orkiestra grała coraz głośniej. Kate pod maską uśmiechu skrywała przerażenie, które ją ogarniało, gdy patrzyła na szalupy.

– Na pewno nic strasznego się nie dzieje, skoro orkiestra tak ślicznie przygrywa, prawda? – powiedziała wesoło do dzieci. Wymieniła z Bertem długie spojrzenie, które jej zdradziło, że on również się boi, lecz przy dzieciach nie chcieli mówić o swoich obawach.

Charles, który rozprawiał z kilkoma młodzieńcami, stał tuląc Edwinę mocno ściskając jej ręce, zapomniała bowiem o rękawiczkach, toteż rozgrzewał zmarznięte dłonie narzeczonej. Kiedy pierwsze szalupy znalazły się na stanowiskach, zaproszono do nich kobiety i dzieci, lecz mimo nalegań Lightollera nikt się nie kwapił do wsiadania. Wciąż jeszcze nie wierzono w realne niebezpieczeństwo. Panie wahały się, dopóki sprawy nie wzięli w swe ręce ich mężowie. Panowie Kenyon, Pears i Wick pierwsi poprowadzili żony do łodzi i pomogli im wsiąść, chociaż błagały, aby nie kazali im samym wyruszać w lodowate piekło nocy.

– Nie bądźcie niemądre, moje panie – powiedział mąż którejś na tyle głośno, by go wszystkie usłyszały. – Niedługo spotkamy się na statku przy śniadaniu. Cokolwiek się wydarzyło, na pewno szybko usuną awarię. A pomyślcie, jaką przeżyjecie przygodę! – mówił jowialnym tonem.

Ktoś z pasażerów roześmiał się niepewnie i wreszcie kilka kobiet z wahaniem ruszyło w stronę szalup, większość z pokojówkami.



41 из 321