
— Pewnie — zawtórował McCarthy II. — Skąd ty możesz wiedzieć, jak się obchodzić z maszyną czasu? Zepsułeś ją i teraz nie ruszymy się z miejsca!
— Chwileczkę! — McCarthy I odepchnął pozostałych.
— Coś mi świta w głowie. Wiecie, co się stało? Wszyscy trzej chcieliśmy wrócić do… do teraźniejszości, jak mówi profesor Ruddle. Ale właściwie to tylko jeden z nas należy do teraźniejszości — kapujecie? Więc jak nas trzech tutaj siedzi, maszyna nigdzie nie może iść.
— No, to sprawa jest prosta — zawołał McCarthy III.
— Ja jestem jedyny prawdziwy…
— Zwariowałeś?! Ja jestem jedyny prawdziwy McCarthy! Wiem, bo…
— Spokój — krzyknął McCarthy I. — Takim gadaniem nigdzie nie zajedziemy. A powietrze robi się coraz gorsze. Wracajmy z powrotem i tam się dogadamy. — Przycisnął dźwignię do dołu.
Wrócili więc 110 milionów lat wstecz, by spokojnie obgadać sprawę. A kiedy wylądowali na wyspie, czy wiecie, co tam znaleźli?
Tak jest. Właśnie to.
