
– Co pan sądzi o wypuszczeniu Megan Anderson?
– Nic.
Było w tym trochę prawdy. Zamęt uczuć sprawił, że Daniel starał się odsunąć od siebie całą tę sprawę.
– Czy to prawda, że policja nie chce zająć się na nowo tym morderstwem? – wypytywał dziennikarz.
– Niech pan zapyta policję – mruknął Daniel.
– Czy to znaczy, że dostał pan dymisję?
Teraz już wiedział, jak czuje się ścigana zwierzyna. Takie doświadczenie nie należało do przyjemnych. Na razie udawało mu się panować nad sobą, ale kiedy wsiadł do samochodu, a obaj mężczyźni zaczęli walić rękami w szybę, otworzył drzwi i wystawił głowę na zewnątrz.
– Wynoście się! I to już! – krzyknął głosem przepełnionym wściekłością.
Dziennikarze jak oparzeni odskoczyli od samochodu. Daniel zaniknął drzwi i ruszył tak gwałtownie, że obsypał ich tłuczniem, którym wysypany był parking.
Bez dalszych przeszkód dotarł do swego mieszkania. Wyglądało na to, że reporterzy oblegający od dwóch dni jego dom dali w końcu za wygraną. Kiedy jednak wysiadł z samochodu, jakiś człowiek w roboczym kombinezonie, sprawdzający stan studzienki kanalizacyjnej, wyprostował się i zagrodził mu drogę.
– Czy ma pan coś do powiedzenia, inspektorze? Daniel chwycił go wprawnie za rękę. Dziennikarz usiłował się wyrwać, ale poczuł ostry ból w nadgarstku.
– Tak, mam – syknął Daniel. – Ma pan trzy sekundy, żeby się stąd zabrać. Potem będę kopał i gryzł.
Puścił go, a dziennikarz zmył się jak niepyszny. Rozcierał przy tym bolącą rękę.
Gdy Janice spytała, dokąd ma jechać, Megan nie namyślała się długo nad odpowiedzią.
– Tam, gdzie mogłabym się ukryć – powiedziała. Wynajęły w końcu mieszkanie w domu na ponurych przedmieściach Londynu. Składał się na nie jeden pokój, maleńka kuchnia i łazienka wielkości znaczka pocztowego. Całość była niewiele większa od celi, w której Megan spędziła ostatnie trzy lata. Pomieszczenie współgrało jednak z jej nastrojem. Przecież nie odzyskała jeszcze pełnej wolności, a więc dobrego imienia, przyjaciół, a przede wszystkim syna. Przez moment miała wrażenie, że nigdy nie uda jej się wrócić do normalnego życia.
