
Wtem trzy wielkie figowce, których mocne korzenie przetrwały stulecia cyklonów, nadleciały w pędzie z przyszłości, zupełnie go zaskakując. Jego ostatnią myślą było: A może „Tyś, co podniósł gór wielkich granie” byłoby lepszym wersem w tych okolicz…
Kapitan Roberts poszedł do nieba, które nie do końca wyglądało tak, jak się spodziewał, a gdy cofająca się woda łagodnie osadziła wrak Słodkiej Judy na poszyciu lasu, na pokładzie ocalała tylko jedna duszyczka. A może dwie, jeśli lubicie papugi.
* * *
W dniu, w którym skończył się świat, Mau wracał do domu. Miał do pokonania ponad dwadzieścia mil. Ale znał drogę, znał ją dobrze. Jeśli się nie znało drogi, nie było się mężczyzną. A on nim był… No, prawie. W końcu spędził miesiąc na Wyspie Chłopców. Samo przetrwanie w takim miejscu wystarczyło, żeby zrobić z chłopca mężczyznę…
Właściwie to przetrwanie, a potem powrót.
Nikt nie opowiadał o Wyspie Chłopców, nikt nie robił tego porządnie. W dzieciństwie słyszało się to i owo, jednego można się było jednak dowiedzieć bardzo szybko — w całej sprawie chodziło o to, żeby z Wyspy Chłopców się wydostać. Zostawiało się tam duszę chłopca, żeby dostać duszę mężczyzny po powrocie na Nację.
Trzeba było wrócić, w przeciwnym razie działo się coś strasznego: jeśli ktoś nie wracał po trzydziestu dniach, przypływali po niego, a wtedy nie można już było stać się mężczyzną — nigdy. Chłopcy mówili, że lepiej się utopić, niż dać się stamtąd zabrać. Wszyscy się dowiadują, że ci się nie udało, a potem trudno ci znaleźć żonę, a nawet kiedy ją znajdujesz, jest kobietą, której nie zechciał żaden prawdziwy mężczyzna, ma zepsute zęby i śmierdzący oddech.
