A więc Arek się nie poddał. Dillon wiedział, ile energii pochłania ten rodzaj walki. Niedługo siły obcego wyczerpią się, a wtedy…

Dillon podniósł miecz giganta i zaczął się cofać, aż plecami oparł się o skałę. Przed sobą miał niewysoki kamień, przez który puma musiała przeskoczyć. Słońce świeciło mu prosto w oczy, a słaby wietrzyk sypał w nie kurzem. Wzniósł miecz dokładnie w chwili, gdy zwierzę skoczyło.

W ciągu następnych, wolno płynących godzin, napotkał i pokonał co groźniejszych przedstawicieli k’egrańskiej fauny, radząc sobie z nimi tak samo, jak uczyniłby to z ich odpowiednikami na Ziemi. Nosorożec — a przynajmniej zwierzę bardzo do niego podobne — mimo swych rozmiarów i szybkości był łatwym przeciwnikiem. Dillon zdołał zwabić go nad urwisko i nakłonić do szarży. Kobra była groźniejsza i prawie udało jej się trysnąć mu jadem w oczy, zanim przeciął ją na pół ostrzem miecza. Goryl był zwinny, silny i straszliwie szybki. Jednak nie zdołał schwycić człowieka w swój miażdżący uścisk. Nacierając i cofając się na przemian, Dillon porąbał go na kawałki. Tyranozaur miał gruby pancerz i niesłychaną wytrwałość. Dopiero lawina go załatwiła. Dillon stracił rachunek; innych przeciwników. W końcu został na placu boju sam; chwiejąc się ze zmęczenia, z poszczerbionym kikutem miecza w dłoni.

— Masz dość, Dillon? — spytał Arek.

— Wcale nie — odparł Dillon spierzchniętymi z pragnienia wargami. — Nie możesz tego robić w nieskończoność. Nawet twoje siły muszą się w końcu wyczerpać.

— Naprawdę? — mruknął Arek.

— Nie zostało ci ich już wiele — ciągnął Dillon, próbując okazać pewność siebie, której nie czuł. — Czemu nie chcesz być rozsądny? Zostawię ci miejsce, naprawdę. Ja… no, mam dla ciebie coś w rodzaju szacunku.

— Dziękuję, Dillon — powiedział Arek. — Coś jakbym podzielał to uczucie. Słuchaj, jeżeli się poddasz…



6 из 11