
– Rozumiem to, Emily.
– Nie możesz odłożyć na bok swojej niechęci do Grega i do mnie?
Nie był tego pewien.
– Nie w tym rzecz – odparł. – Nie jestem detektywem, tylko agentem sportowym.
– Wcześniej ci to nie przeszkadzało.
– I jak na tym wyszedłem? Ilekroć w coś się wmieszam, kończy się to katastrofą.
– Mój syn ma trzynaście lat!
– Przykro mi…
– Co mi po twoim współczuciu, do cholery! – Oczy Emily zmniejszyły się, pociemniały. Pochyliła się, zbliżając twarz do jego twarzy. – Policz sobie.
– Co? – spytał, zaskoczony.
– Jesteś agentem. Znasz się na rachunkach. Więc policz.
Odsunął się, jakby chciał zwiększyć dystans.
– O czym ty mówisz?! – spytał.
– Jeremy ma urodziny osiemnastego lipca. Policz sobie.
– Co mam policzyć?
– Powtarzam: Jeremy ma trzynaście lat. Urodził się osiemnastego lipca. Ja wyszłam za mąż dziesiątego października.
Nie skojarzył. Przez kilka sekund słyszał szczebiotanie mamuś, płacz dziecka, głos barmana przekazującego zamówienie drugiemu barmanowi – i wreszcie do niego dotarło. Serce przeszył mu chłód, pierś ścisnęły stalowe obręcze, ledwie mógł oddychać. Otworzył usta, lecz nie dobył z siebie głosu. Miał wrażenie, że oberwał w splot słoneczny kijem bejsbolowym. Wpatrująca się w niego uważnie Emily skinęła głową.
– Tak jest. To twój syn – powiedziała.
3
– Nie masz pewności – odparł.
Wszystko w niej zdradzało wyczerpanie.
– Mam.
– Sypiałaś również z Gregiem.
– Tak.
– W tamtym czasie spędziliśmy ze sobą tylko tę jedną noc. A z Gregiem spałaś wiele razy.
– Owszem.
– To skąd wiesz…
– Krok pierwszy: wyparcie się ojcostwa – przerwała mu z westchnieniem.
– Nie wciskaj mi tu psychologicznych bzdetów!
Myron wymierzył w nią palec.
– Które szybko prowadzi do gniewu – dodała.
