
Także moje uszy miewają się już lepiej. Czyż nie wspominałem, że jestem szczęściarzem? Już na skutek pierwszej fali uderzeniowej popękały mi w nich bębenki. Jednak aparat słuchowy, który noszę, jest tak mały, że ledwie go widać, a ja słyszę z jego pomocą lepiej niż kiedykolwiek.
W ten sposób doszliśmy do tematu medycyny; trzeba stwierdzić, że w żadnej innej dziedzinie nauka nie wykonała swej roboty lepiej, niż w tej właśnie. Książka z tej dziedziny instruuje, jak postąpić w każdym praktycznie przypadku. Ja na przykład dokonałem usunięcia wyrostka samemu sobie, co jeszcze kilka lat temu wydawałoby się niemożliwe. Wystarczyło, że zaobserwowałem symptomy, a potem postąpiłem zgodnie z zaleceniami i wszystko zostało zrobione. Wyleczyłem się z wszelkich możliwych schorzeń, ale, oczywiście, nie mogę zaradzić chorobie popromiennej. Jednak nie jest to wina książek. Chodzi po prostu o to, że nikt nie jest w stanie nic poradzić na chorobę popromienną. Nawet gdyby znajdowali się tu najwybitniejsi światowi specjaliści, i tak by się z tym nie uporali.
Naturalnie, gdyby na świecie pozostali jacyś specjaliści. Nie ma żadnej wątpliwości, że nie przetrwali.
W gruncie rzeczy nie jest tak źle. Wiem, jak postępować w przypadku tej choroby, więc nie odczuwam szczególnie bólu. Nie oznacza to także, że moje życiowe szczęście się skończyło. Jest po prostu tak, że skończyła się dobra passa wszystkich ludzi na Ziemi.
Cóż, kiedy przeglądam te kartki, nie wydaje mi się, by było to jakieś credo, czyli coś, co zamierzałem po sobie pozostawić. Przypuszczam, że lepiej będzie, jeśli postudiuję trochę jeden z tych podręczników pisania. Wtedy będę wiedział, jak w odpowiedni sposób powinienem napisać wszystko, co mam do przekazania. Ściśle rzecz biorąc, mam na myśli to, co sądzę o nauce i jak bardzo jestem jej wdzięczny. Mam teraz trzydzieści dziewięć lat. Żyję więc dłużej niż niemal wszyscy wokół, nawet jeżeli jutro umrę. Stało się tak dlatego, że miałem szczęście i przebywałem we właściwym czasie w odpowiednich miejscach.
