Podszedł do drzwi śluzy. Były zamknięte na głucho. To się chyba nawet nieźle składało, bo prowadziły na zewnątrz. Odbezpieczył laser i raz jeszcze rozejrzał się uważnie wokoło. W pomieszczeniu panowała cisza i bezruch. Podszedł do drzwi prowadzących w głąb obiektu. Drgnęły i schowały się w ścianę. Za nimi ciągnął się korytarz, a zaraz obok wejścia na ścianie wymalowany był farbą holograficzną napis. Susłow kontemplował go przez chwilę. Napis wykonano w nieznanym mu języku i nieznanym mu alfabetem. Wiedział, że jest to nieznany mu język, bowiem w miarę jak jego wzrok wędrował po znakach w jego głowie rozlegały się gardłowe dźwięki.

— A jednak ONI istnieją — powiedział sam do siebie.

Ruszył dalej. Niespodzianie poczuł jakby uderzył twarzą w stężały ołów. Szarpnął się do tyłu. Powietrze przed nim wisiało nieruchomo. Twarz piekła go trochę. Stwierdził, że napuchła. Wyjął z kieszeni monetę i rzucił do przodu. Moneta uderzyła w niewidzialną przeszkodę i znieruchomiała w powietrzu. Zdjął z ręki zegarek i ostrożnie trzymając go za pasek zbliżył go w stronę przeszkody. Wskazówka sekundowa znieruchomiała nagle. Cofnął. Zegarek ruszył jak gdyby nigdy nic.

— Ach pole czasu stojącego — wydedukował.

Wydobył z kieszeni ultradźwiękowy lancet. Na buty założył przyssawki. Wszedł po ścianie tak aby znaleźć się pod sufitem. Lancetem wyciął w blasze dziurę i wetknął w nią głowę. Tak jak się domyślał wewnątrz, miedzy pancerzem a ścianą statku znajdowała się wolna przestrzeń którą biegły kable. Tu właśnie ktoś, a najprawdopodobniej sam Stary Prezydent umieścił generator pola czasu stojącego. Obciął kabel zasilający. Zszedł na ziemię i powtórzył eksperyment z zegarkiem. Pola nie było. Ruszył śmiało naprzód. Niebawem dotarł do skrzyżowania korytarzy. Zakręcił w lewo. Dalej były drzwi. Otworzyły się gościnnie. Znalazł się w pomieszczeniu niewyobrażalnej wielkości.



34 из 205