
— Wydaje mi się, że już słyszałem ten argument — powiedział Seldon.
— I znów go usłyszysz. Chyba nie byłoby dla mnie dobrze, gdybym ci to tłumaczył.
Seldon westchnął, usiadł z powrotem w swoim fotelu i obdarzył Amaryla uśmiechem. Ten młodzieniec potrafił być natrętny, ale poważnie traktował psychohistorię i to wynagradzało wszystko.
Amaryl wciąż nosił piętno, które wycisnęła na nim pozycja palacza. Miał szerokie ramiona i muskularną budowę, jak człowiek, który przywykł do ciężkiej fizycznej pracy. Nie pozwolił, by jego ciało podupadło. Wyszło to na zdrowie zarówno jemu, jak i Seldonowi, inspirowało bowiem Helikończyka do tego, by nie spędzać całego czasu za biurkiem. Seldon nie był tak silny jak Amaryl, jednak w dalszym ciągu odznaczał się niezwykłą siłą. Niedawno przekroczył czterdziestkę, był w dobrej formie i zamierzał ją utrzymać. Dzięki codziennej gimnastyce nie miał jeszcze brzuszka, a jego ramiona i uda były umięśnione.
— Chyba nie zajmujesz się Demerzelem tylko dlatego, że jest moim przyjacielem. Musisz mieć jakiś inny powód.
— Nie ma w tym żadnej zagadki. Tak długo jak jesteś przyjacielem Demerzela, twoja pozycja tu, na uniwersytecie, jest bezpieczna i możesz kontynuować badania w dziedzinie psychohistorii.
— No proszę. A więc mam powód, by się z nim przyjaźnić. Frzynaj-mniej to rozumiesz.
— Tobie opłaca się utrzymywać z nim znajomość. To rozumiem. Jeśli jednak chodzi o przyjaźń, tego nie rozumiem. Tak czy inaczej, jeśli Demerzel straci władzę, to pomijając już wpływ, jaki może to mieć na twoją pozycję, Cleon będzie osobiście kierował Imperium, a to jeszcze pogłębi jego rozpad. Może zapanować anarchia, i to zanim zdążymy opracować założenia praktyczne psychohistorii, które pomogłyby nauce uratować ludzkość.
— Rozumiem. Ale uczciwie mówiąc, nie sądzę, byśmy otrzymali wyniki w tak krótkim czasie, żeby mogło to zapobiec Upadkowi.
