
– Dlaczego? – zapytał książę.
– Podpisał Kowenant, a dobrze wiemy, iż nie zamierza przestrzegać ustaleń tego haniebnego dokumentu – odparła Jasmine wprost. – Potrzebuje bezpiecznego miejsca, skąd mógłby odzyskać Anglię, i sądzi, że znajdzie je w Szkocji. Lecz tak się nie stanie. Teraz ani nigdy!
– Jednak Anglicy przygotowują się, by najechać świętą ziemię szkocką – odparł książę. – Wszyscy lojalni Szkoci zostali wezwani, by pomóc królowi i ojczyźnie. Do diaska, Jasmine! Zostałem wezwany przez dalekich kuzynów, bym wystawił oddział kawalerii i piechoty. Jak mogę im odmówić? Sprowadziłoby to niesławę na Lesliech z Glenkirk, a na to nie mogę się zgodzić.
– Twoi dalecy kuzyni? Czyżby chodziło o Alexandra Leslie, lorda Leven i jego brata, Davida? Tych samych, którzy przekazali Karola I Anglikom, gdy przed kilkoma laty próbował schronić się w ojczystej Szkocji? Zachowali się haniebnie, i dobrze o tym wiesz! Jak możesz dawać posłuch tym ludziom? Poza tym godność lorda Glenkirk jest o wiele starsza, niż tytuł lorda Leven. Jeśli potrzebujesz wymówki, posłuż się wiekiem. W końcu masz już siedemdziesiąt dwa lata.
– Alexander Leslie jest młodszy ode mnie zaledwie o dwa. Poza tym to nie on poprowadzi armię kowenanterów, lecz jego brat, generał porucznik, a on nie jest wiele młodszy.
– Straciłeś rozum! – wykrzyknęła oskarżycielsko. – Myślisz, że nie słyszałam pogłosek, jakoby rządzący krajem fanatycy, którzy nazywają się partią Kościoła prezbiteriańskiego, oczyszczali armię z tych, których uważają za bezbożnych? Wtrącają się do spraw wojska i osłabiają naszą obronę, a wszystko to ponoć w imieniu Boga. Gdyby mieli choć trochę rozsądku, postawiliby tych rzekomo bezbożnych w pierwszym szeregu i pozbyli się ich na zawsze, ale nie! Będą mieli pobożną armię, by walczyła w ich imieniu. Co za nonsens! Nie możesz, nie wolno ci się do tego mieszać, Jemmie! Jesteś siwowłosym starcem i, do licha, nie życzę sobie cię stracić!
