Miał szczęście, że przyszła z nim właśnie do niego. Była wtedy jeszcze młoda — miała dwadzieścia sześć lat — wyszła za mąż, ale nie myślała o dziecku. Przyszła bardzo podniecona, zaczerwieniona i obładowana wydrukami komputerowymi. Jej wejście początkowo wzburzyło Pitta. Był przecież sekretarzem Wydziału, a ona — no cóż, była nikim, chociaż był to ostatni moment jej pozostawania w cieniu.

Pitt nie wiedział jeszcze wtedy o tym i bardzo zdenerwowało go jej wtargnięcie. Skurczył się w sobie, widząc podniecenie Eugenii. Nie miał zamiaru wysłuchiwać niekończących się rewelacji na temat jakiegoś drobiazgu, który właśnie udało jej się obliczyć na komputerze, i w dodatku udawać zainteresowanie. Powinna była najpierw skontaktować się z jednym z jego asystentów i przedstawić mu streszczenie wniosków, do jakich doszła. Z nagłą desperacją Pitt postanowił, że powie jej tak: „Widzę, pani doktor, że zamierza pani przedstawić ml jakieś dane. Z przyjemnością zapoznam się z nimi w odpowiednim czasie. Proszę zostawić je w sekretariacie”. I rzeczywiście tak uczynił, wskazując drzwi z nadzieją, że odwróci się i wyjdzie. (Później zastanawiał się niekiedy, co by się stało, gdyby rzeczywiście wyszła — i myśl ta napawała go strachem).

— Nie, nie, panie sekretarzu — odpowiedziała. — Muszę porozmawiać z panem i z nikim innym.

Glos trząsł się jej, gdy to mówiła, tak jak gdyby podniecenie odbierało jej siły.

— Dokonałam największego odkrycia od… od… — nie zdołała dokończyć. — Po prostu największego!

Pitt spojrzał z powątpiewaniem na wydruki, które trzymała w ręku. Papiery drgały — podobnie jak ciało Insygny — Pitt jednak nie znajdował w sobie zrozumienia dla stanu młodej odkrywczym. Ci wąscy specjaliści zawsze przekonani, że jakiś mikropostęp w ich mikrodziedzinie jest w stanie poruszyć gwiazdy.

— Dobrze — powiedział z rezygnacją w głosie. — Czy mogłaby pani wyjaśnić w prostych słowach, o co chodzi?



15 из 393