Spacer zabierał jej cały dzień, ale matka nie protestowała. Zawsze mówiła, że Rotor jest absolutnie bezpieczny.

„Nie tak jak Ziemia” — dodawała, ale nie wyjaśniała, co miała na myśli. Na pytanie, dlaczego Ziemia nie jest bezpieczna, odpowiadała ciągle: „nieważne”.

Marlena nie przepadała za ludźmi. Mówiono, że według nowego spisu na Rotorze mieszka ich sześćdziesiąt tysięcy. Za dużo. Strasznie dużo. Każdy z nich nosił maskę. Marlena nienawidziła masek, ponieważ wiedziała, że ludzie w środku są inni. Nie mówiła o tym nikomu. Kiedyś, gdy była młodsza, usiłowała powiedzieć o tym matce, ale ona bardzo się gniewała i zabroniła jej powtarzać takie bzdury.

Dorastając, coraz wyraźniej widziała fałsz na ludzkich twarzach, przestała się jednak tym martwić. Nauczyła się traktować to jako coś normalnego, coraz częściej też wolała być sama z własnymi myślami.

Ostatnio zastanawiała się nad Erytro — planetą, wokół której krążyli przez całe jej życie. Nie miała pojęcia, skąd biorą się te myśli. Wślizgiwała się na pokład obserwacyjny o przeróżnych porach i wpatrywała się w glob zgłodniałym wzrokiem, który wyrażał chęć bycia tam, właśnie na Erytro.

Matka, która wreszcie straciła cierpliwość, pytała ją, po co ktoś taki jak ona miałby polecieć na pustą, martwą planetę, ale Marlena nie znała odpowiedzi. Nie miała pojęcia, po co.

„Po prostu chcę”, mówiła.

Teraz także stała samotna na pokładzie obserwacyjnym i przyglądała się Erytro. Rotorianie rzadko tutaj zaglądali. Widzieli planetę tyle razy i z jakiegoś powodu absolutnie nie podzielali zainteresowania Marleny.



3 из 393