– Och, Rose… Szukałem cię wszędzie… Cathy…

– Nie zawiozłeś jej do Batarry?

– Powinienem był to zrobić, ale miałem tyle zajęć… Zadzwoniłem tylko i umówiłem się na jutro.

– A tymczasem jej stan się pogorszył, tak?

– Wiem, wiem, ostrzegałaś mnie, ale wydawało się, że za każdym razem idzie ci to tak zgrabnie, więc pomyślałem… A teraz ona ani drgnie. Chodź szybko i pomóż jej, dobrze?

Rose z rozpaczą pomyślała, ile szczęścia miała za dwoma poprzednimi razami. Ale jeśli teraz jelito zaczyna obumierać… Wolała nie kończyć tej myśli. Najspokojniej jak potrafiła, wyjaśniła wszystko Rayowi, choć różne myśli kłębiły jej się w głowie. Droga do Batarry była długa – ponad dwie godziny – i nierówna, a dziecko jest najprawdopodobniej w szoku.

– Trzeba będzie chyba operować tutaj – oznajmił poważnie Ryan, a Rose odwróciła się gwałtownie i spojrzała na niego z niedowierzaniem.

– Tutaj? Przecież to niemożliwe! Trzeba ją jak najszybciej zawieźć do Batarry.

– Operacja na pokładzie jest najzupełniej możliwa – rzucił Ryan głosem nie znoszącym sprzeciwu. – A do Batarry i tak trzeba tę małą zawieźć, gdyż potem będzie potrzebowała intensywnej opieki, a tego już nie mogę zapewnić jej na jachcie. Możemy ją zoperować w drodze do Batarry. Rejs zniesie znacznie lepiej niż podróż szosą. Tyle że muszę mieć na pokładzie Roya. Miał zjeść kolację w pubie.

– Roy?

– To mój sekretarz i sternik. Gdzie dziecko? – zwrócił się do Leishmana.

– W samochodzie na parkingu.

– Niech pan ją ostrożnie przywiezie tutaj, a ja zadzwonię po Roya, żeby pomógł ją wnieść.

Tym razem nie było już mowy o przepchnięciu jelita do środka przez otwór w przeponie. Rose ze ściśniętym gardłem patrzyła na wypukłość, która pojawiła się na brzuchu Cathy. Ryan delikatnie zbadał nabrzmiałe miejsce i pokręcił głową.

– Nie mamy czasu do stracenia. Jeszcze trochę, a jelito zacznie obumierać. Nie chciałbym ryzykować resekcji w przypadku dziecka w tak ciężkim stanie. No cóż, pani doktor…



33 из 116