
– Poczułam się zmęczona – wyszeptała, starając się zrobić wrażenie całkiem przytomnej, ale z mizernym skutkiem. – Usiadłam na chwilę, żeby odpocząć i, zdaje się, że zasnęłam.
Zamrugała znowu i przeraziła się na dobre, gdy dotarło do niej, kim jest pochylony nad nią mężczyzna. Minęła się z nim w korytarzu, gdy przyszła na rozmowę w sprawie pracy. Kierownik biura powiedział, że to Jeffrey Ritter, jego wspólnik, zawodowy ochroniarz, ekspert nadzwyczajny, dawny żołnierz.
Jej szef.
– Mamusiu, obudziłaś się!
Znajomy głosik, zazwyczaj budzący w jej sercu radość, przeraził Ashley. Maggie nie śpi? Która to godzina…? Zerknęła na zegarek i aż jęknęła, gdy zobaczyła wyświetlone na tarczy cyferki – była piąta dziesięć rano. Powinna skończyć sprzątać najpóźniej o drugiej i do tej pory zawsze jej się to udawało. Przypomniała sobie o systemie alarmowym, który włącza się po jej wyjściu.
– Przepraszam, panie Ritter – powiedziała. Zmusiła się, aby wstać, choć ledwo trzymała się na nogach. – Nie mam w zwyczaju spać w pracy, ale Maggie przechodziła tydzień temu grypę i, zdaje się, że się od niej zaraziłam.
W gruncie rzeczy była tego pewna. Tyle że z pewnością niewiele to obchodziło surowego mężczyznę stojącego tuż przed nią z grobową miną.
Mężczyzna patrzył teraz w milczeniu na małą. Ashley struchlała. Co prawda nie zabroniono jej przyprowadzać do pracy córki, ale prawdopodobnie tylko dlatego, że nikomu nie przyszło do głowy, że to zrobi. Czteroletnie dziecko nie powinno się tu w ogóle plątać.
– Mamusia mówi, że w przedszkolu pełno jest za…, za…, zagryzków – słodkie usteczka nie potrafiły wypowiedzieć prawidłowo słowa.
– Zarazków – poprawiła ją odruchowo Ashley. Otarła dłonie o dżinsy i podała rękę mężczyźnie, który prawdopodobnie zamierzał ją wyrzucić z pracy. – Jestem Ashley Churchill. Pracuję tu jako sprzątaczka. Zazwyczaj wychodzę z biura przed drugą w nocy.
