— Nasze normalne mundury wyleciały w powietrze — wyjaśnił Carruthers.

Kościelny nie wydawał się przekonany.

— Skoro jesteście ze straży pożarnej, czemu was tu nie było wczoraj w nocy, kiedy mogliście się na coś przydać?

Doskonałe pytanie, lady Schrapnell na pewno spyta mnie o to samo, kiedy wrócę. „Co to znaczy, że przeszedłeś piętnastego, Ned?”, słyszałem już jej głos. „To cały dzień spóźnienia”.

I właśnie dlatego przedzierałem się przez dymiące zgliszcza, sparzyłem palec w kałuży roztopionego ołowiu, który spłynął z dachu wczorajszej nocy, i krztusiłem się wapiennym pyłem, zamiast zgłosić się do raportu.

Wyszarpnąłem kawałek żelaznego wzmacniającego dźwigara, chroniąc sparzony palec, po czym wdrapałem się na stos dachówek i zwęglonych belek. Rozciąłem sobie oparzony palec o odłamek metalu. Zatrzymałem się i wyprostowałem, ssąc skaleczenie.

Carruthers i kościelny ciągle nie mogli się dogadać.

— Nigdy nie słyszałem o żadnym trzydziestym szóstym posterunku — mówił podejrzliwie kościelny. — Posterunki PSP w Coventry dochodzą tylko do siedemnastego.

— Jesteśmy z Londynu — odparł Carruthers. — Specjalny oddział przysłany na pomoc.

— Jak się przedostaliście? — zapytał kościelny, groźnie wznosząc łopatę. — Wszystkie drogi są zablokowane.

Najwyższy czas ruszyć na odsiecz. Podszedłem do nich.

— Przyjechaliśmy przez Radford — wyjaśniłem, całkowicie pewien, że kościelny nigdy nie był w tamtej okolicy. — Podwiozła nas ciężarówka z mlekiem.

— Myślałem, że tam są barykady — powiedział kościelny, wciąż ściskając łopatę.

— Mieliśmy specjalne przepustki — oznajmił Carruthers.

Błąd. Kościelny na pewno zechce je zobaczyć. Wtrąciłem pospiesznie:

— Królowa nas wysłała.

To załatwiło sprawę. Blaszany hełm sfrunął z głowy kościelnego, który stanął na baczność i oparł łopatę w postawie „do nogi broń”.



4 из 539