
Zamówiłem piwo. Pewnie nie powinienem, ale jedno nie zaszkodzi.
Shauna też zamówiła jedno.
– A więc zerwałeś z tą… jak jej tam…
– Brandy.
– Właśnie. Nawiasem mówiąc, ładne imię. Czy miała siostrę imieniem Whiskey?
– Umówiłem się z nią tylko dwa razy.
– W porządku. To chuda wiedźma. Ponadto mam dla ciebie idealną kandydatkę.
– Nie, dzięki.
– Ma niesamowite ciało.
– Nie umawiaj mnie, Shauno. Proszę.
– Czemu nie?
– Pamiętasz, jak umówiłaś mnie ostatnim razem?
– Z Cassandrą.
– Właśnie.
– A co było z nią nie tak?
– Przede wszystkim była lesbijką.
– Chryste, Beck, ale z ciebie bigot.
Zadzwonił jej telefon komórkowy. Oparła się wygodnie i odebrała, lecz ani na chwilę nie odrywała oczu od mojej twarzy. Warknęła coś do słuchawki i zamknęła klapkę mikrofonu.
– Muszę iść – oznajmiła.
Dałem znak, że proszę o rachunek.
– Przyjdziesz jutro wieczorem – orzekła.
Odpowiedziałem z westchnieniem udawanej rezygnacji:
– Lesbijki nie mają żadnych planów?
– Ja nie. Twoja siostra ma. Wybiera się na wielką galę Brandona Scope’a.
– Nie idziesz z nią?
– Nie.
– Dlaczego?
– Nie chcemy zostawiać Marka przez dwie noce pod rząd. Linda musi iść. Praktycznie to ona organizuje to przyjęcie. Ja zrobię sobie wolne. A więc wpadnij jutro wieczorem, dobrze? Zamówię coś do jedzenia, pooglądamy wideo z Markiem.
Nazajutrz przypadała rocznica. Gdyby Elizabeth żyła, zrobilibyśmy dwudzieste pierwsze nacięcie na naszym pniu. Chociaż może zabrzmi to dziwnie, jutrzejszy dzień nie miał być dla mnie szczególnie trudny. W rocznice, podczas wakacji lub w dniu urodzin Elizabeth zwykle wchodziłem na tak wysokie obroty, że radziłem sobie bez problemów. Najtrudniejsze są powszednie dni. Kiedy naciskam klawisz pilota i trafiam na jeden z odcinków „The Mary Tyler Moore Show” lub „Cheers”. Kiedy wchodzę do księgarni i widzę nową książkę Alice Hoffman albo Anne Tyler. Kiedy słucham O’Jay, Four Tops czy Niny Simone. Zwyczajne rzeczy.
