Majestatycznie skinęła głową, ucałowała Christine w policzek i serdecznie uścisnęła jej dłonie, po czym wyszła z salonu pośród szelestu sukni.

– Powinnaś zapamiętać na przyszłość, że lepiej zgodzić się od razu, gdy lady Renable o coś poprosi, czy to na piśmie, czy też osobiście – powiedziała Eleanor do siostry.

Matka wstała.

– Christine, musimy iść do twojego pokoju i zobaczyć, które suknie wymagają zacerowania albo wyczyszczenia. – Pokręciła głową, wciąż przejęta. – Dobry Boże, książę Bewcastle, że nie wspomnę o wicehrabim Mowburym i jego matce oraz wicehrabim Elricku z żoną! I oczywiście baronie i lady Renable.

Christine pobiegła na górę pierwsza, by sprawdzić, czy od chwili, gdy się rano ubierała, w jej szafie jakimś cudem nie pojawił się nagle tuzin pięknych i modnych sukien.

Wulfric Bedwyn, książę Bewcastle, siedział przy dużym dębowym biurku w urządzonej ze smakiem, bogato wyposażonej bibliotece w Bedwyn House w Londynie. Miał na sobie elegancki strój wieczorowy, choć tego wieczoru nie przyjmował gości. Na wyłożonym skórą blacie była tylko suszka, kilka zaostrzonych piór i kałamarz ze srebrnym korkiem. Książę nie miał czym się zająć, bo jak zwykle uporał się z pracą w ciągu dnia.

Mógł wyjść gdzieś się zabawić. Jeszcze nie było za późno. Wprawdzie sezon już się skończył i większość eleganckiego towarzystwa wyjechała na lato do Brighton albo do swoich rezydencji na wsi, ale Londyn nadal miał do zaoferowania sporo rozrywek. Książę jednak nie przepadał za spotkaniami towarzyskimi; pojawiał się na nich tylko wtedy, gdy jego obecność była szczególnie pożądana.

Mógł spędzić wieczór w klubie White'a, gdzie nawet o tej porze roku zawsze można było znaleźć sympatyczne grono ludzi do ciekawej rozmowy. Uznał jednak, że przez tydzień, który upłynął od zakończenia sesji parlamentu, spędził w różnych klubach stanowczo za dużo czasu.



10 из 262