
– A kto by chciał za niego wyjść? – wtrąciła wspomniana młoda dama, już spokojna po zaręczynach. – Wystarczy, że wejdzie do pokoju, a temperatura spada o kilka stopni. Ten mężczyzna nie ma uczuć, wrażliwości i serca. Wiem to z najpewniejszego źródła. Lewis mówi, że większość młodych dżentelmenów w klubie White'a boi się go i unika jak ognia. To bardzo nieładnie ze strony mojego brata, że go tu zaprosił.
Christine w pełni zgodziła się z tą ostatnią opinią. Gdyby Hec – tor nie zaprosił księcia, nie siedziałaby teraz tutaj, jednocześnie skrępowana i znudzona. I nie kapnęłaby mu lemoniadą do oka. Czuła się osamotniona pomiędzy starszymi damami, które usiadły razem i pogrążyły się w poważnej konwersacji, a młodymi pannami, które siedziały bliżej, więc mimo woli stała się jedną z ich grona. Dziewczęta zniżyły głosy i znów zaczęły chichotać.
– Proponuję zakład – szepnęła lady Sarah, chyba najmłodsza z nich. Wyglądała, jakby dopiero co uciekła z pokoju dziecinnego, choć musiała mieć przynajmniej siedemnaście lat, skoro debiutowała już w towarzystwie. – Wygra ta, która skłoni księcia Bewcastle'a, by się jej oświadczył przed upływem dwóch spędzonych tutaj tygodni.
– Obawiam się, że to niemożliwe – powiedziała Audrey, podczas gdy reszta tłumiła chichoty. – Książę nie zamierza się żenić.
– A zakład, którego nikt nie ma szansy wygrać, jest mało interesujący – dodała Harriet King.
– To o co się założymy? – spytała Sarah z błyskiem w oku i rumieńcem na policzkach. Najwyraźniej nie chciała rezygnować ze swojego pomysłu. – Której z nas uda się zająć go rozmową? Nie, to zbyt łatwe. Która pierwsza z nim zatańczy? Audrey, czy twoja siostra planuje jakieś tańce? Albo… albo co?
