— Jakaś odmiana ptaka, jak przypuszczam. — Nadrektor skinął na wózek z drinkami. — Do mnie.

— Oryginalny Megapod został odkryty w spiżarni podkamerdynera — wyjaśnił mistrz tradycji. — Uciekł w trakcie kolacji i spowodował coś, co jedenaście wieków temu mój poprzednik opisał jako „istny rozgardiasz i gonitwę, kiedy całe Towarzystwo ścigało go po budynkach z wielką uciechą i mocną radością w duchu”.

— Dlaczego? — zdziwił się szef katedry komunikacji post mortem, zręcznie porywając z przejeżdżającego wózka karafkę pełną wzmacniacza radości ducha.

— Nie można pozwolić, żeby jakiś Megapod biegał dziko po uczelni, doktorze Hix — odparł Ridcully. — Każdy to panu powie.

— Nie, chodziło mi o to, dlaczego zrobimy to znowu za sto lat — wyjaśnił kierownik katedry komunikacji post mortem

Pierwszy prymus odwrócił głowę.

— O bogowie… — mruknął.

— To tradycja — stwierdził kierownik studiów nieokreślonych, zwijając papierosa. — Musimy mieć tradycje.

— Właśnie, tradycje. I przyznam otwarcie, że ta akurat wzbudziła mój apetyt — dodał Ridcully. Skinął na służącego. — Mógłbyś tu przenieść deski serów od jeden do pięć, jeśli można? I jeszcze, hm… może trochę zimnej pieczeni, szynkę, parę krakersów i oczywiście pikle. — Rozejrzał się. — Ktoś chce jeszcze coś dodać?

— Chętnie zabawiłbym się chwilę z odrobiną owoców — oznajmił profesor zjawisk niepojętych. — A ty, bibliotekarzu?

— Uuk — warknęła postać skulona przy kominku.

— Oczywiście — przytaknął nadrektor. — Wózek owoców także. Dopilnuj tego, Downbody. I… może przyniosłaby to wszystko nowa dziewczyna? Powinna się przyzwyczajać do sali klubowej.

Reakcja była taka, jakby rzucił zaklęcie magiczne. Pokój, z sufitem przesłoniętym błękitnym dymem, nagle wypełnił się tą ciężką, dziwnie skupioną ciszą, wynikającą głównie z rozmarzonych spekulacji, ale w kilku rzadkich przypadkach także z odległych wspomnień.



12 из 401