A potem rozpętało się piekło.

Jakiś… stwór wypadł z mroku.

Jest taka wyliczanka: „Ani zwierz, ani ptak, ani czerwony rak”. Ten stwór był nimi wszystkimi, a dodatkowo zawierał pewne fragmenty nieznane nauce, koszmarom ani nawet kebabowi. Z pewnością było w nim coś czerwonego, dużo machania, a Nutt mógłby przysiąc, że dostrzegł też wielki sandał. Zauważył szalone, rozbiegane oczy i wielki żółtoczerwony dziób, ale wtedy stwór znikł już w głębi innego mrocznego korytarza. Bezustannie wydawał przy tym ten sam głuchy, skrzeczący odgłos, jaki wytwarzają polujący na kaczki, nim zostaną zastrzeleni przez innych polujących na kaczki.

— Hej! Goń Megapoda! — Nie było jasne, gdzie rozlega się to wołanie. Zdawało się, że dobiega zewsząd. — Tam skacze! Hej, goń Megapoda!

Krzyk podjęto ze wszystkich stron i z cieni w korytarzach — prócz tego, którym uciekła bestia — wygalopowały niezwykłe kształty; w migotliwym świetle Cesarza okazały się ciałem profesorskim uniwersytetu. Każdego maga niósł na barana mocny uczelniany portier w meloniku. Do biegu zachęcały ich butelki piwa, zgodnie z tradycją zwisające na sznurkach z długich patyków, tuż poza zasięgiem portierów.

Smętne kwakanie zabrzmiało ponownie w pewnej odległości; któryś z magów machnął laską w powietrzu.

— Ptaszek odlatuje! — zawołał. — Hej, goń Megapoda!

Zderzający się magowie, którzy podkutymi butami swych wierzchowców połamali już chwiejną drabinę Smeemsa, ruszyli natychmiast, przepychając się i walcząc o lepszą pozycję.

Jeszcze przez chwilę rozbrzmiewało w oddali „Hej! Goń Megapoda!”. Kiedy Nutt był już pewien, że uczeni odjechali, wyczołgał się z kryjówki za Cesarzem, podniósł to, co pozostało z drabiny, i rozejrzał się.

— Proszę pana?! — zawołał.

Nad sobą usłyszał mruknięcie. Spojrzał w górę.

— Nic się panu nie stało?

— W życiu nie czułem się lepiej. Widzisz moje stopy?



7 из 401