Motory elektryczne, przezwyciężając opór od dawna zastygłych smarów, ruszały i z basów wchodziły na wysoki jęk. Matowe sztaby kadmu wysuwały się z po­mocniczych reaktorów, pompy magnetyczne tłoczyły płynny sód w wężownice chłodzenia, blachami rufowych pokładów poszło drżenie, a zarazem słaby chro­bot we wnętrzu ścian, jak gdyby grasowały tam całe stada zwierzątek i stukały pazurkami o metal, zdradził, że ruchome sprawdziany samonaprawcze ruszyły już w wielokilometrową wędrówkę, aby kontrolować każde spojenie dźwigarów, szczelność kadłuba, całość metalowych złączy. Cały statek wypełniał się szmera­mi, ruchem, budząc się, i tylko jego załoga jeszcze spała.

Aż kolejny automat, pochłonąwszy swoją taśmę programową, wysłał sygna­ły do centrali hibernatora. W powiew zimnego powietrza wmieszał się gaz bu­dzący. Pomiędzy rzędami koi z podłogowych krat dmuchnęło ciepłym wiatrem. Ludzie jednak długo nie chcieli jakby się zbudzić. Niektórzy poruszali bezwładnie rękami; pustkę ich lodowatego snu wypełniały majaczenia i koszmary. Któryś otworzył wreszcie pierwszy oczy. Statek był już na to przygotowany. Od kilku mi­nut dotychczasową ciemność długich korytarzy pokładowych, dźwigowych szy­bów, kajut, sterowni, stanowisk roboczych, ciśnieniowych komór rozpraszał bia­ły blask sztucznego dnia. I podczas kiedy hibernator wypełniał pomruk ludzkich westchnień i półprzytomnych jęków, statek, jakby w niecierpliwości nie mógł do­czekać się ocknięcia załogi, zaczął wstępny manewr hamowania.



2 из 233