
– Przyszedłem wziąć trochę lodu – rzekł.
Wskazał kciukiem lodówkę, podkreślając te słowa.
– Cool – powiedziała Aimee.
– Nawet bardzo – rzekł Myron.
Zaśmiał się. Sam.
Wciąż z tym głupim uśmiechem na twarzy, popatrzył na Erin. Odwróciła wzrok. Dziś przeważnie tak reagowała na jego słowa. Uprzejmie i obojętnie.
– Mogę cię o coś zapytać? – powiedziała Aimee.
– Strzelaj.
Rozłożyła ręce.
– Czy to naprawdę był kiedyś twój pokój?
– Istotnie.
Dziewczyny popatrzyły po sobie i zachichotały.
– Bo co? – spytał Myron.
– Ten pokój… no wiesz, chyba nie mógłby być bardziej lamerski?
Erin w końcu odezwała się.
– Jest zbyt retro nawet jak na retro.
– Jak mówiliście na to? – zapytała Aimee, wskazując palcem w dół, na fotel, na którym siedziała.
– Leniwiec – odparł Myron.
Dziewczyny znów zachichotały.
– A dlaczego w tej lampce jest czarna żarówka?
– Żeby plakaty się jarzyły.
Znów śmiech.
– Słuchajcie, chodziłem wtedy do liceum – rzekł Myron, jakby to wszystko tłumaczyło.
– Przyprowadziłeś tu kiedyś jakąś dziewczynę? – zapytała Aimee.
Myron przyłożył dłoń do piersi.
– Prawdziwy dżentelmen nigdy nie mówi o swoich podbojach – odparł i natychmiast dodał: – Tak.
– Ile?
– Co ile?
– Ile dziewczyn tu przyprowadziłeś?
– Och. W przybliżeniu… – Myron spojrzał na sufit i nakreślił coś w powietrzu wskazującym palcem. – Plus minus trzy… Powiedziałbym, że jakieś osiemset lub dziewięćset tysięcy.
To wywołało gromki śmiech.
– Właściwie mama mówi, że byłeś naprawdę przystojny – ciągnęła Aimee.
Myron uniósł brwi.
