Jego młoda przyjaciółka. Tiril! Na jej wspomnienie cieplej mu się zrobiło na sercu.

– I tak kilkakrotnie mnie wspomogliście – rzekł Móri dość nieśmiało. – Winien wam za to jestem ogromną wdzięczność. Ale tym razem chodzi właśnie o Tiril.

– Wiemy. Pożądasz jej.

Móri poczuł, że się rumieni.

– Nie tylko – odparł dość ostro. – Pragnę, by zawsze była u mego boku, aby została moją żoną. Czy to możliwe? Czy nie grozi jej niebezpieczeństwo?

– Dlaczego miałoby to być niemożliwe? – niewinnie spytał Nauczyciel.

– Wszyscy wiecie to równie dobrze jak ja – stwierdził Móri odrobinę zniecierpliwiony. – Doskonale zdajecie sobie sprawę, jak trudne są moje noce: wciąż wędruję przez bezdenne otchłanie w poszukiwaniu tego, czego nigdy nie zdołałem odnaleźć: „Rödskinny”. Moją karą są sny, w których odzywa się dawne pragnienie zdobycia wiedzy, nie dla mnie przeznaczonej. Wprawdzie porzuciłem już wszelkie marzenia z tym związane, lecz moje sny wciąż nie potrafią się oderwać od tego, czego człowiek nie powinien poszukiwać.

– Masz rację – przyznał Duch Utraconych Nadziei.

– To obszary zła – podjął Móri. – Tiril czasami dostrzega je w moich oczach, widzi mroczne otchłanie, bladoniebieskie welony mgły, bezdenne przepaści i nieskończoną pustkę. Przeraża ją to, co widzi. Nie chcę, by tego doświadczyła.

– Tiril pójdzie za tobą wszędzie, dobrze o tym wiesz – stwierdził Nidhogg.

– Owszem. Ale nie chcę, by cierpiała.

Coś otarło się o jego kolana. Poczuł odór bijący z rozjątrzonych ran Zwierzęcia, ale wziął tę bliskość za dobry znak.

– Masz rację – rzekł Nauczyciel jakby w odpowiedzi na jego myśli. – Zwierzę jest wobec ciebie przyjaźnie nastawione. Twoje łzy owej nocy, gdy spotkałeś je po raz pierwszy, wyleczyły część bolących ran. A współczucie Tiril jeszcze bardziej w tym pomogło. Lepszej dziewczyny nie mógłbyś sobie wybrać.



13 из 180