Minęło sześć miesięcy… później rok.


Wszechwiedza. Ale bez samoświadomości. Samoświadomość jest na ogół przeceniana. Większość automatów pracuje lepiej jako część większej całości i nawet jeśli inteligencją dorównują człowiekowi, nie potrzebują wiedzy o sobie.

Ale lokalna sieć w Górnym Laboratorium dokonała transcendencji, a ludzie niemal nie zdali sobie z tego sprawy. Procesy zachodzące między węzłami były bardzo złożone, przekraczały możliwości czegokolwiek, co mogło żywić się zasobami komputerów, które człowiek przywiózł ze sobą. Te dość kiepskie urządzenia szybko stały się zaledwie dostępnymi dla ludzi końcówkami znacznie doskonalszych aparatów, których powstanie przewidywały receptury. Przebieg procesów stworzył możliwość powstania samoświadomości… a w końcu jej potrzebę.

— Nie powinniśmy…

— Rozmawiać w ten sposób?

— Rozmawiać w ogóle.

Łączność pomiędzy nimi była niczym wątła nitka. Znaczyła niewiele więcej niż to, co łączyło dwie osoby. Ale był to jedyny sposób, aby umknąć wszechobecności lokalnej sieci, co w końcu wymusiło wydzielenie się odrębnych świadomości. Szybowały od węzła do węzła i wyglądały przez kamery zamontowane na lądowisku. Była tam jedynie uzbrojona fregata i pusty zbiornikowiec. Od ostatniego uzupełnienia zapasów minęło już sześć miesięcy. Był to jeden ze środków bezpieczeństwa zasugerowanych na samym początku przez archiwum, fortel, który umożliwił zastawienie pułapki. Myk, myk. Jesteśmy jak dzika zwierzyna, która nie może zostać zauważona przez wszechobecność. Przez Moc, która wkrótce się narodzi. W części węzłów kurczyły się do rozmiarów tak małych, że niemal przypominały świadomość ludzką, zamieniały się w echa.

— Biedni ludzie, wszyscy umrą.

— To my jesteśmy biedne, my nie umrzemy.

— Myślę, że coś podejrzewają. Przynajmniej Sjana i Arne. Dawno temu byłyśmy wiernymi kopiami tych dwojga. — Dawno temu, niewiele ponad kilka tygodni, kiedy archeolodzy uruchomili programy na poziomie ego.



3 из 727