Ogar uśmiechnął się.

— A im nie udało się tego odczynić. Biała Twarz cały dzień łaził wczoraj po statku, mamrocząc pod nosem. Kazał wymienić ster.

— To nic nie da.

— Mógłbyś zdjąć to zaklęcie.

Na wymęczonej, poobijanej twarzy Wydry błysnął uśmieszek samozadowolenia.

— Nie. Nie sądzę, by komukolwiek się to udało.

— Szkoda. To mogłoby być niezłą kartą przetargową. Wydra nie odpowiedział.

— Nos to rzecz pożyteczna, którą można sprzedać — ciągnął Ogar. — Nie żebym tęsknił za konkurencją, ale szukacz zawsze znajdzie pracę. Tak powiadają. Byłeś kiedyś w kopalni?

U magów umiejętność zgadywania bliska jest wiedzy ścisłej, choć czarodziej zwykle nie zdaje sobie sprawy z tego, co właściwie wie. Pierwszą oznaką talentu Wydry, gdy chłopak miał dwa, trzy lata, była zdolność odnajdywania wszystkiego co zagubione — upuszczonego gwoździa, odłożonego na bok narzędzia. Wystarczyło, by rozumiał jego nazwę. W dzieciństwie uwielbiał wymykać się samotnie za miasto i wałęsać ścieżkami po wzgórzach. Podeszwami bosych stóp i całym ciałem wyczuwał wówczas ukryte pod ziemią cieki wodne, żyły i skupiska rudy, splatające się warstwy różnych rodzajów skały i ziemi, zupełnie jakby spacerował po ogromnej budowli. Widział komnaty i korytarze, zejścia do przestronnych podziemi, połysk srebra na ścianach, jak gdyby jego ciało łączyło się z ziemią. Znał jej narządy, tętnice i mięśnie tak jak własne. Moc ta radowała go w dzieciństwie. Nigdy nie próbował jej wykorzystać. To był jego sekret.

Nie odpowiedział na pytanie Ogara.

— Co jest pod nami? — Ogar wskazał podłogę wyłożoną niegładzonymi kamiennymi płytami.

Chłopak milczał chwilę.

— Glina i żwir, a niżej skała, w której kryją się granaty. Warstwa tych skał leży pod całą tą częścią miasta. Nie znam ich nazw.



12 из 237