
— A widzieliście tabliczkę na jego biurku? — spytał dziekan.
— Chodzi ci o tę, gdzie jest napisane „Dolar zaczyna się tutaj”?
— Nie, o tę drugą. „Jeśli tkwisz po tyłek w aligatorach, to właśnie jest pierwszy dzień reszty twojego życia”.
— A to znaczy…?
— Nie wydaje mi się, żeby to miało cokolwiek znaczyć. Myślę, że to powinno być.
— Być czym?
— Być proaktywne, jak sądzę. Często używa tego słowa.
— A co ono oznacza?
— No… popieranie aktywności. Chyba.
— Naprawdę? Niebezpieczne. Zgodnie z moim doświadczeniem, brak aktywności całkiem wystarcza.
Podsumowując, w tej chwili nie był to szczęśliwy uniwersytet, a już najgorsze były posiłki. Myślak zwykle siedział samotnie na końcu głównego stołu, jako mimowolny architekt prób nadrektora, by Przerobić Ich na Zwarty, Bojowy Zespół. Co prawda magowie, ceniąc raczej rozłożystość, wcale nie mieli ochoty być zwarci, ale rzeczywiście stawali się coraz bardziej bojowi.
Na dodatek jeszcze nagłe zainteresowanie Ridcully’ego okazywaniem zainteresowania oznaczało, że Myślak musiał mu opowiedzieć coś o swoim obecnym projekcie. Jednym zaś z aspektów charakteru nadrektora, który wcale się nie zmienił, był jego potworny zwyczaj umyślnego — zdaniem Myślaka — nierozumienia czegokolwiek.
Myślaka już dawno zaciekawił fakt, że bibliotekarz jako małpa — a przynajmniej zwykle jako małpa, ponieważ dziś wieczorem postanowił chyba zostać niedużym stolikiem zastawionym porośniętym rudym futrem serwisem do herbaty — jest taki… jak by to określić… taki człekokształtny. Właściwie to bardzo wiele stworzeń miało prawie ten sam kształt. Niemal wszystko, co człowiek zobaczył, było mniej więcej skomplikowaną rurą z parą oczu i czworgiem ramion, nóg albo skrzydeł. Jasne, istniały też ryby. I owady. No dobrze, pająki również. I jeszcze parę dziwacznych istot, jak rozgwiazdy albo mięczaki. Mimo wszystko wydawało się, że naturze przy projektowaniu brakło wyobraźni. Gdzie się podziały sześciorękie, sześciookie małpy wirujące jak karuzele wśród liści w dżungli?
