Kiedy serial ten nadano po raz pierwszy, mieli pięć czy sześć lat, ale w Kocicy Julie Newmar było coś, co rozbijało w puch Freudowskie tezy o okresie dziecięcego utajenia seksualnego. Nie potrafili powiedzieć co. Może jej łotrostwo. A może coś bardziej pierwotnego. Ciekawą opinię na ten temat miałaby na pewno Esperanza. Starał się o niej nie myśleć, bo i po co, skoro w niczym nie mogło to zmienić sytuacji, ale pamiętał, że poprzednio ich trójce zdarzyło się oglądać razem stare seriale w Filadelfii. Brakowało mu jej. Oglądanie kaset bez bieżących komentarzy Esperanzy nie było tym samym. Jacht przybił do nabrzeża i skierowali się do prywatnego odrzutowca.

– Uratujemy ją – zapewnił Win. – Bądź co bądź służymy dobru.

– Rzecz do dyskusji.

– Uwierz w siebie, przyjacielu.

– Mam na myśli służenie dobru.

– No wiesz!

– Już nic nie wiem.

Win wysunął szczękę z taką miną, jakby przypłynął do Ameryki na pokładzie Mayflower.

– Ach, ten twój kryzys moralny. Fi donc! – powiedział. W kabinie odrzutowca firmy Lock – Horne powitała ich blond seksbomba o matowym głosie, jakby żywcem wyjęta z burleski. Wśród chichotów i krygów podała im drinki. Win uśmiechnął się do niej, a ona do niego.

– Ciekawe – rzekł Myron.

– Co?

– Zawsze wynajmujesz zmysłową stewardesę. Win zmarszczył brwi.

– Na litość boską – rzekł. – Ona woli być nazywana asystentką pokładową.

– Wybacz mi prostacki brak taktu.

– Więcej pobłażliwości, Myron. Zgadnij, jak ma na imię.

– Tawny?

– Ciepło. Candi. Z „i” na końcu. W miejsce kropki rysuje serduszko. Win potrafił bardziej świntuszyć, ale Myron wolał o tym nie myśleć.

Usiadł w fotelu. Przez głośnik powitał ich imiennie pilot i wystartowali. Prywatny odrzutowiec. Jacht.



11 из 250