
– Ty rzeczywiście jesteś Piecky… – powiedział.
– Mówię ci to, durniu, już od dłuższego czasu… – Piecky pogardliwie wykrzywił wargi. – Dagsy dawno by już odkryły, gdyby było inaczej…
Piecky miał wspaniałą głowę, nawet większą od głowy Snorga i ukształtowaną niezwykle prawidłowo, znacznie lepiej nawet niż głowy tych, których oglądał na ekranach.
– Masz wspaniałą głowę, Piecky – powiedział Snorg, żeby go trochę udobruchać.
Piecky aż pokraśniał.
– Wiem o tym, a ty masz dość paskudną gębę, chociaż też całkiem prawidłową, gdyby nie te uszy… których nie ma – odparł. – Jestem dużo mądrzejszy i będę jeszcze długo istniał, gdy was już skasują…
– Co mówisz? – spytał Snorg.
– Nic… Podaj mi ssawkę.
Snorg wyciągnął ze ściany przewód do usuwania wydalin, podpiął Pieckymu i odsunął się. Wizor pokazywał drzewa, wiele drzew. Były piękne i kolorowe, poruszały się rytmicznie.
Snorg nigdy nie widział drzewa i zawsze marzył, żeby na nim leżeć. Wyobrażał sobie, jak gałęzie ułożą się wokół niego w miękkie, ciepłe posłanie. Wizor zawsze pokazywał rzeczy piękne: rozległe krajobrazy, ludzi zbudowanych prawidłowo, uczył różnych pożytecznych rzeczy. Snorg czuł żal i winę. Żałował, że nie jest tak piękny jak ci inni ludzie, widziani na ekranie wizora i wykonujący różne, – skomplikowane czynności. Z perspektywy podłogi i własnej niesprawności ci inni wydawali się niemal doskonałymi. Był przekonany, że to jego wina, że jest taki, jaki jest, a nie taki, jak ludzie z pięknych obrazów ekranu, chociaż nie rozumiał, dlaczego jest to jego wina. Patrząc na ekran, zapominał o wszystkim. Oczyma chłonął widoki i wiedzę, która płynęła z ekranu. Oglądał i poznawał wiele rzeczy, których nigdy w Pokoju nie było i których nigdy by nie zobaczył, gdyby nie wizor.
