
Wyruszył wcześnie rano i szedł bardzo długo, bo las był ogromny, a Pafnucy po drodze jadł śniadanie. Zatrzymał się przy jagodach, wygrzebał z ziemi kilka pięknych bulw i korzeni, znalazł trochę grzybów, po czym napotkał mrowisko. Niedźwiedzie bardzo lubią jajeczka mrówek i Pafnucy nie wytrzymał. Wepchnął pysk w mrowisko i zaczął zjadać jajeczka.
Mrówki oburzyły się śmiertelnie.
– Chyba oszalałeś! – wykrzyknęły cienkimi głosami. – Wynoś się stąd! Cóż ty sobie myślisz? Nasze jajeczka nie są do zjedzenia! Z nich mają być nowe mrówki! Wynoś się! Barbarzyńca!
Pafnucy zawstydził się trochę i wyjął głowę z mrowiska.
– Bardzo was przepraszam, ale wasze jajeczka to taki wspaniały przysmak! – powiedział z zakłopotaniem. – Czy nie macie jakichś wybrakowanych?
– Od tego trzeba było zacząć! – zawołały rozgniewane mrówki. – Wybrakowane jajeczka leżą z boku, możesz je sobie zjeść. A tych dobrych nie waż się ruszać!
Pafnucy zjadł wybrakowane jajeczka, przeprosił jeszcze raz i poszedł dalej.
Po bardzo długim czasie zaczął się zbliżać do drugiej strony lasu. Już z daleka usłyszał jakiś dziwny, nieprzyjemny hałas, który trwał krótko i po chwili ucichł. Potem znów się rozległ i znów ucichł. Równocześnie Pafnucy poczuł, że coś cuchnie, rzeczywiście obrzydliwie. Coraz bardziej zaciekawiony przeszedł jeszcze kilka kroków i za drzewami ujrzał szosę.
Pafnucy nigdy w życiu nie widział szosy, bo był bardzo młodym niedźwiedziem i dotychczas nie zdążył jeszcze zwiedzić tego kawałka lasu. Zdumiony usiadł za krzakiem i zaczął się przyglądać z wielkim zainteresowaniem.
Późną nocą pojawiła się sowa. Podfrunęła bezszelestnie i usiadła na gałęzi nad głową Pafnucego.
– Witaj, Pafnucy – powiedziała cichym głosem. – Co tu robisz w tym ohydnie zapaskudzonym miejscu?
– Witaj – powiedział Pafnucy, trochę wytrącony z równowagi tym, co zobaczył. – Czy możesz mi powiedzieć, co to jest?
