
13 sierpnia
Pod Szczytem tysiące ludzi. I pełno nas, hipów. Chodzimy boso po nagrzanym słońcem polu namiotowym. Zbieramy pieniądze na wspólne posiłki. Niektórzy ćpają. Teraz piją zupę, by nie mieć śladów na rękach. Boją się kontroli milicyjnej.
Słucham zadziwiającej muzyki. Nie znałam jej. Wydaje mi się, że płynę z nią w krainę czarów.
Do domu wracam na noc. Rodzice robią mi o to awantury, ale to do mnie nie dociera. Jestem hipiską, nie należę już do tej ich rzeczywistości. Jestem bardzo daleko.
15 sierpnia
Wrócił Filip. Bardzo się zmienił. Mówił, że na trasie ostro grzał. Inni wyglądają podobnie. Przyjechali na wspólną mszę i jadą dalej. Ja zostaję. Mam tyle pytań do Filipa, ale nie umiem z nim teraz rozmawiać. Poza tym stale jest przy nim Alfa, który patrzy na mnie ironicznie i mówi: – Jesteś już prawdziwą hipiską i ćpunką, teraz się już od nas nie uwolnisz.
Nie rozumiem go. Jest hipem, ale jest zły. Dlaczego Filip ciągle z nim jest?
20 sierpnia
Już po wszystkim. Hipy wyjechały z Częstochowy, gonione przez milicję. A poza tym kochają wieczną, wspólną włóczęgę. Może i ja kiedyś z nimi wyruszę przed siebie. Tak bez celu, tylko dla samego podróżowania. Dzisiaj tu, jutro tam.
Za dziesięć dni szkoła. I to mnie przeraża. Mama zabrała mnie na zakupy. Zeszyty, książki i różne drobiazgi. Kiedyś to mnie cieszyło. Teraz nie chcę o tym myśleć.
Przestałam ćpać. Siedzę w domu. Już mogę iść do lekarza. Chyba niczego się nie domyśli.
24 sierpnia
Byłam u lekarza i załatwiłam sobie zwolnienie z w-fu do nowej szkoły. Powiedział mi, że szmery w sercu go niepokoją. Kazał mi zrobić badania, podejrzewa anemię. Wiem, z czego ona może być. Tylko z powodu ćpania. Więc wszystko się zgadza. Książki nie kłamały. Tylko co dalej?
