się zadziwił,

Lecz stało się; już późno i trudno zaradzić,

Wolał gości przeprosić i w pustki prowadzić.

Po drodze Woźny ciągle Sędziemu tłumaczył,

Dlaczego urządzenie pańskie przeinaczył:

We dworze żadna izba nie ma obszerności

Dostatecznej dla tylu, tak szanownych gości;

W zamku sień wielka, jeszcze dobrze zachowana,

Sklepienie całe - wprawdzie pękła jedna ściana,

Okna bez szyb, lecz latem nic to nie zawadzi;

Bliskość piwnic wygodna służącej czeladzi.

Tak mówiąc, na Sędziego mrugał; widać z miny,

Że miał i taił inne, ważniejsze przyczyny.

O dwa tysiące kroków zamek stał za domem,

Okazały budową, poważny ogromem,

Dziedzictwo starożytnej rodziny Horeszków;

Dziedzic zginął był w czasie krajowych zamieszków.

Dobra, całe zniszczone sekwestrami rządu,

Bezładnością opieki, wyrokami sądu,

W cząstce spadły dalekim krewnym po kądzieli,

A resztę rozdzielono między wierzycieli.

Zamku żaden wziąść nie chciał, bo w szlacheckim stanie

Trudno było wyłożyć koszt na utrzymanie;

Lecz Hrabia, sąsiad bliski, gdy wyszedł z opieki,

Panicz bogaty, krewny Horeszków daleki,

Przyjechawszy z wojażu upodobał mury,

Tłumacząc, że gotyckiej są architektury;

Choć Sędzia z dokumentów przekonywał o tem,

Że architekt był majstrem z Wilna, nie zaś Gotem.

Dość, że Hrabia chciał zamku, właśnie i Sędziemu

Przyszła nagle taż chętka, nie wiadomo czemu.

Zaczęli



10 из 346