Miejsca wkoło są siedzeniem dziewic,

Na które mógłby spójrzeć bez wstydu królewic,

Wszystkie zacnie zrodzone, każda młoda, ładna;

Tadeusz tam pogląda, gdzie nie siedzi żadna.

To miejsce jest zagadką, młódź lubi zagadki;

Roztargniony, do swojej nadobnej sąsiadki

Ledwie słów kilka wyrzekł, do Podkomorzanki;

Nie zmienia jej talerzów, nie nalewa szklanki,

I panien nie zabawia przez rozmowy grzeczne,

Z których by wychowanie poznano stołeczne;

To jedno puste miejsce nęci go i mami...

Już nie puste, bo on je napełnił myślami.

Po tem miejscu biegało domysłów tysiące,

Jako po deszczu żabki po samotnej łące;

Śród nich jedna króluje postać, jak w pogodę

Lilia jeziór skroń białą wznosząca nad wodę.

Dano trzecią potrawę. Wtem pan Podkomorzy,

Wlawszy kropelkę wina w szklankę panny Róży,

A młodszej przysunąwszy z talerzem ogórki,

Rzekł: "Muszę ja wam służyć, moje panny córki,

Choć stary i niezgrabny". Zatem się rzuciło

Kilku młodych od stołu i pannom służyło.

Sędzia, z boku rzuciwszy wzrok na Tadeusza

I poprawiwszy nieco wylotów kontusza,

Nalał węgrzyna i rzekł:

"Dziś, nowym zwyczajem,

My na naukę młodzież do stolicy dajem

I nie przeczym, że nasi synowie i wnuki

Mają od starych więcej książkowej nauki;

Ale co dzień postrzegam, jak młódź cierpi na tem,

Że nie ma szkół uczących żyć z ludźmi i światem.



12 из 346