napotka się ranną;

Skromny młodzieniec oczy zmrużył i przysłonił,

Chciał coś mówić, przepraszać, tylko się ukłonił

I cofnął się; dziewica krzyknęła boleśnie,

Niewyraźnie, jak dziecko przestraszone we śnie;

Podróżny zląkł się, spójrzał, lecz już jej nie było.

Wyszedł zmieszany i czuł, że serce mu biło

Głośno, i sam nie wiedział, czy go miało śmieszyć

To dziwaczne spotkanie, czy wstydzić, czy cieszyć.

Tymczasem na folwarku nie uszło baczności,

Że przed ganek zajechał któryś z nowych gości.

Już konie w stajnię wzięto, już im hojnie dano,

Jako w porządnym domu, i obrok, i siano;

Bo Sędzia nigdy nie chciał, według nowej mody,

Odsyłać konie gości Żydom do gospody.

Słudzy nie wyszli witać, ale nie myśl wcale,

Aby w domu Sędziego służono niedbale;

Słudzy czekają, nim się pan Wojski ubierze,

Który teraz za domem urządzał wieczerzę.

On Pana zastępuje i on w niebytności

Pana zwykł sam przyjmować i zabawiać gości

(Daleki krewny pański i przyjaciel domu).

Widząc gościa, na folwark dążył po kryjomu

(Bo nie mógł wyjść spotykać w tkackim pudermanie);

Wdział więc, jak mógł najprędzej, niedzielne ubranie

Nagotowane z rana, bo od rana wiedział,

Że u wieczerzy będzie z mnóstwem gości siedział.

Pan Wojski poznał z dala, ręce rozkrzyżował

I z krzykiem podróżnego ściskał i całował;

Zaczęła się ta prędka, zmieszana rozmowa,

W której lat kilku dzieje



6 из 346