
— Za daleko.
— Można — zająknął się — skrócić nieco drogę, jadąc przez Cwm Pwcca. Ale to zaklęta dolina. Strasznie tam. Żyją tam Y Dynan Bach Teg, złośliwe karły…
A ty co, miecz nosisz od parady?
A co mieczem przeciw czarom wydoli?
Wydoli, wydoli, nie bój się. Ja jestem wiedźminką. Słyszałaś kiedyś? Ech, jasne, że nie słyszałeś. A twoich karłów się nie lękam. Mam wśród krasnoludów sporo znajomych.
No pewnie, pomyślał.
*****— Pani Jeziora?
— Nazywam się Ciri. Nie nazywaj mnie Panią Jeziora. Źle mi się to kojarzy, nieprzyjemnie i niemile. Tak mnie nazywali oni, w Krainie… Jak ty nazwałeś tę krainę?
— Faërie. Albo, jak mówią druidzi: Annwn. A Sasi powiadają Elfland.
— Elfland… — owinęła ramiona otrzymanym od niego kraciastym piktyjskim pledem. - Byłam tam, wiesz? Weszłam do Wierzy Jaskółki i bęc, już byłam wśród elfów. A oni właśnie tak mnie nazywali. Panią Jeziora. Nawet mi się to z początku podobało. Pochlebiało mi. Do chwili, gdy zrozumiałam, że w tej krainie, w tej wieży i nad tym jeziorem nie jestem żadną Panią, lecz więźniem.
— Czy to tam — nie wytrzymał — splamiłaś koszulę krwią?
Milczała długo.
— Nie — powiedziała wreszcie, a głos, zdawało mu się, zadrżał jej lekko. - Nie tam. Bystre masz oko. Cóż, przed prawdą nie uciekniesz, głowy w piasek chować nie ma co… Tak, Galahadzie. Plamiłam się często ostatnimi czasy. Krwią nieprzyjaciół, których zabijałam. I krwią bliskich, których usiłowałam ratować… A którzy umierali na moich rękach… Czemu mi się tak przypatrujesz?
— Nie wiem, czliś jest bóstwem, czy panną śmiertelną… Czy jedną z bogiń… Lecz jeśliś jest mieszkanką ziemskiego padołu…
— Do rzeczy jeśli łaska.
— Pragnąłbym — oczy Galahada rozgorzały — usłyszeć twą historię. Zechcesz ją opowiedzieć Pani?
— Jest długa.
— Mamy czas.
— I niezbyt dobrze się kończy.
