— A więc chemia nie jest twoją dziedziną — ciągnąłem. — Znalazłaby się może posada dla świetnego geologa. Albo, dajmy na to, dla statystyka…

— Obawiam się, że…

— Powiedz mi, Franklin, jakie ty masz dyplomy?

— Żadnych, proszę pana.

— Nic? Nawet najskromniejszego doktoratu? Żadnego stopnia? Nawet najnędzniejszego magisterium?

— Nie, proszę pana — żałośnie przyznał Franklin.

— A więc? Na co tu liczysz?

— Proszę pana, czytałem gdzieś, że wasza organizacja rozciąga się nieco poza samą planetę. Myślałem, że może mógłbym być gońcem, łącznikiem pomiędzy jej rozmaitymi placówkami. Znam się trochę na stolarstwie i blacharce… Na pewno znajdzie się dla mnie jakieś zajęcie…

Nalałem mu drugą filiżankę kawy, a on patrzył na mnie błagalnym wzrokiem. Na tym etapie rozmowy pasażerowie na gapę zawsze tak patrzą. Wyobrażają sobie, że Mars jest tym, czym była Alaska w latach siedemdziesiątych lub Antarktyda około roku 2000 — rodzajem strefy frontowej, otwartej dla wszystkich ludzi odważnych i zdecydowanych. Ale Mars nie jest strefą frontową; jest raczej ślepą uliczką.

— Franklin — powiedziałem — czy wiesz, że Plan Marsjański to nie zabawka i na pewno nigdy nią nie będzie? Czy wiesz, że według planu musi się wydać pięćdziesiąt tysięcy dolarów rocznie, aby utrzymać tutaj jednego człowieka? Czy myślisz, że jesteś wart rocznej pensji w wysokości pięćdziesięciu tysięcy dolarów?

— Nie będę jadł zbyt dużo — rzekł Franklin. — A jak raz się czegoś dobrze nauczę, to…

— A czy wiesz — przerwałem mu — że na Marsie nie ma ani jednego człowieka, który nie posiadałby co najmniej tytułu doktora?!

— Nie wiedziałem o tym — westchnął Franklin. Pasażerowie na gapę nigdy o tym nie wiedzą. Zawsze muszę im o tym mówić. Wyjaśniłem Franklinowi, że to sami uczeni zajmowali się w swych wolnych chwilach wszelkimi pracami stolarskimi. A także kuchnią, gospodarstwem domowym i sprzątaniem. Te prace nie były może zbyt dobrze wykonywane, ale trzeba się tym zadowolić. W istocie, na Marsie nie ma ani jednego robotnika, który by poza tym nie był jakimś specjalistą. Nie możemy sobie na to pozwolić.



4 из 10