Choć wszystkie były naprawdę dobre, zapewniał mnie, że kolacja na pewno będzie lepsza i przeklinał kucharza, czyli własną żonę. Zwracał się do mnie „sieur” — nie dlatego, ze myślał, jak to czasem zdarzało się niektórym ludziom w Nessus, iż jestem przebranym szlachcicem, lecz dlatego, ze kat, jako działająca sprawnie i nieomylnie ręka sprawiedliwości, cieszył się tutaj wielkim poważaniem. Jak większość chłopów, nie był w stanie sięgnąć wyobraźnią wyżej niż tylko jeden szczebel nad swoją głowę.

— Czy łóżko jest wygodne? Nie brakuje kołder? Możemy przynieść więcej.

Miałem pełne usta, więc tylko skinąłem głową.

— W takim razie przyniesiemy. Czy trzy wystarczą? Jest panom wygodnie razem?

Chciałem już powiedzieć, że wolałbym otrzymać osobny pokój (nie uważałem Jonasa za złodzieja, lecz obawiałem się, że Pazur może okazać się zbyt wielką pokusą nawet dla najuczciwszego człowieka, a poza tym nie byłem przyzwyczajony do sypiania z kimś w jednym łóżku), kiedy przyszło mi do głowy, że mój współlokator może nie mieć dość pieniędzy, by zapłacić za jednoosobowy pokój.

— Będziesz tam, sieur, kiedy rozwalą ścianę? Mógłby to zrobić każdy murarz, ale słyszano Barnocha, jak porusza się w środku, więc pewnie nie opadł zupełnie z sił. Może udało mu się znaleźć jakąś broń, a nawet jeśli nie, to kto wie, czy nie spróbowałby odgryźć murarzowi palców.

— To nie należy do moich obowiązków. Pójdę popatrzeć, jeśli czas mi na to pozwoli.

— Wszyscy tam będą. — Mężczyzna zatarł ręce tak szybko i bezszelestnie, jakby były naoliwione. — Alkad zarządził wielki festyn. Nasz alkad ma niezłą głowę do interesów. Weźmy na przykład zwykłego człowieka: gdyby zobaczył cię, panie, w mojej gospodzie, nic nie przyszłoby mu do głowy. No, może najwyżej tyle, żeby wynająć cię do zgładzenia Morwenny.



4 из 288