
Ćwierć tony obdarzonego inteligencją mięsożercy stanęło nad lalecznikiem i zapytało:
— Powiedz, dlaczego uważasz, że możesz obrażać Patriarchę Kzinu i żyć dalej?
Lalecznik nie zwlekał z odpowiedzią, zaś w jego głosie nie słychać było nawet najlżejszego drżenia.
— To właśnie ja na planecie, która okrąża Betę Liry kopnąłem kzina nazwiskiem Chuft-Captain w brzuch, łamiąc mu trzy warstwy jego szkieletu wewnętrznego.
Potrzebuję odważnego kzina.
— Mów dalej — powiedział czarnooki kzin. Pomimo ograniczeń, jakie nakładała na niego budowa ust, jego interworld był bez zarzutu. W jego głosie nie było słychać wściekłości, którą z pewnością musiał odczuwać. Dla postronnego widza kzin i lalecznik mogli dyskutować na przykład o pogodzie.
Ale posiłek, od którego wstał kzin składał się wyłącznie z krwistego, dymiącego mięsa, podgrzewanego przed podaniem do temperatury ciała. Wszyscy kzinowie cały czas szeroko się uśmiechali.
— Ten człowiek i ja — podjął lalecznik — będziemy badać miejsce, o jakim nie śniło się jeszcze żadnemu kzinowi. Będziemy do tego potrzebować kzina. Czy kzin odważy się pójść tam, dokąd poprowadzi lalecznik?
— Mówi się, że laleczniki są roślinożercami i że zawsze raczej uciekają od walki niż do niej dążą.
— Sam to oceń. Twoją zapłatą, jeśli uda ci się przeżyć, będą plany nowego typu statku kosmicznego, plus sam statek. Premia za szczególne ryzyko.
Lalecznik robił wszystko, by jeszcze bardziej pogorszyć sytuację. Kzinowi nigdy nie oferuje się premii za szczególne ryzyko. Kzin nigdy niczego się nie boi i nigdy nie dostrzega żadnego niebezpieczeństwa.
Jednak kzin powiedział tylko jedno słowo:
— Zgoda.
Trzech jego pobratymców prychnęło coś do niego.
Kzin odprychnął im coś w odpowiedzi.
Jeden kzin, mówiący w swoim ojczystym języku, brzmiał jak odgłosy bójki stada kotów. Czterech kzinów w zajadłej dyskusji przywodziło na myśl całą kocią wojna, poołączoną z użyciem broni atomowej. W restauracji natychmiast włączyły się wygłuszacie, ale i tak można było doskonale słyszeć sprzeczkę obcych.
