To był lalecznik, lalecznik Piersona. Jego czaszka i mózg znajdowały się właśnie pod tym garbem. W żadnym wypadku nie było to zwierze — inteligencją przynajmniej dorównywał człowiekowi. Jego głęboko osadzone oczy, po jednym w każdej głowie, wpatrywały się nieruchomo w Louisa Wu.

Louis spróbował otworzyć drzwi kabiny. Zamknięte.

Był zamknięty w kabinie, nie poza nią. Mógł każdej chwili wybrać jakiś kod i zniknąć, ale taka myśl nawet nie przeszła mu przez głowę. Nie codziennie spotyka się lalecznika. Znikły ze zbadanego kosmosu na długo przed urodzeniem Louisa.

— Czym mogę służyć? — zapytał Louis.

— Owszem, możesz — odpowiedział obcy… …głosem jakby wziętym prosto z najrozkoszniejszego snu nastolatka. Kobieta obdarzona takim głosem musiałaby być na raz Kleopatrą, Heleną, Marilyn Monroe i Lorelei Huntz.

— Nieżas!

Przekleństwo było bardziej niż na miejscu. Nie ma żadnej sprawiedliwości! Żeby takim głosem mówiła dwugłowa istota o bliżej niesprecyzowanej płci!

— Nie obawiaj się — powiedział lalecznik. — Wiedz; że możesz uciec, jeśli zajdzie potrzeba.

— W szkole pokazywali zdjęcia takich jak ty. Znikneliście na bardzo długo… a w każdym razie tak nam się zdawało.

— Gdy mój gatunek opuścił poznany kosmos, nie było mnie z nimi — odparł obcy. — Pozostałem w poznanym kosmosie, bowiem mój gatunek tutaj mnie potrzebował.

— A gdzie się chowałeś? I gdzie, u diabła, w ogóle jesteśmy?

— To cię troskać nie powinno. Czy ty jesteś Louis Wu MMGREWPLH?

— Znasz mój kod? Śledziłeś mnie?

Tak. Potrafimy kontrolować sieć kabin transferowych tego świata.

Louis uświadomił sobie, że było to jak najbardziej możliwe. Potrzebna była fortuna na łapówki, ale to najmniejszy problem. Tylko…

— Dlaczego?

— Potrzebne jest długie wyjaśnienie…

— Nie wypuścisz mnie stąd?



4 из 341