— Czytałem niektóre z pańskich utworów, panie Vickers rzekł. — Jestem pod wrażeniem.

— Miło mi — odpowiedział Vickers. — Jeszcze trzy lata temu nigdy bym nie pomyślał, że kiedykolwiek przeczytam jakąś powieść, ani tym bardziej, że będę rozmawiał z jej autorem. Teraz jednak uważam, że potrzebujemy człowieka takiego jak pan. Omówiłem to z moimi dyrektorami i wszyscy zgodziliśmy się, że jest pan właściwą osobą, która może wykonać powierzone przez nas zadanie.

Na chwilę zamilkł i przypatrywał się Vickersowi jasnoniebieskimi oczyma, głęboko schowanymi w fałdach tłuszczu.

— Panna Carter powiedziała mi — kontynuował po chwili — że w tej chwili jest pan bardzo zajęty.

— Zgadza się.

— Rozumiem, że ma pan na głowie jakąś ważną pracę rzucił Crawford.

— Mam taką nadzieję.

— Jednakże to, o czym mówimy, byłoby znacznie ważniejsze.

— To już kwestia punktu widzenia — zauważył Vickers.

— Nie lubi mnie pan, panie Vickers — skonstatował Crawford. Było to raczej stwierdzenie niż pytanie, co bardzo zirytowało Vickersa.

— Nic do pana nie mam — odparł. — Interesuje mnie tylko to, co ma mi pan do zaproponowania.

— Zanim jednak będziemy kontynuować — ciągnął Crawford — chciałbym, żeby pan zrozumiał, iż to co panu powiem, nie powinno opuścić tego pokoju.

— Panie Crawford — powiedział Vickers — nie interesują mnie niczyje brudy.

— To nie są niczyje brudy — odparł Crawford, a w jego głosie po raz pierwszy pojawił się odcień irytacji. — To problemy świata, który został przyparty do muru.

Vickers przyjrzał mu się zaskoczony. Mój Boże, pomyślał, ten facet chyba naprawdę mówi poważnie. On rzeczywiście uważa, że świat został przyparty do muru.

— Być może — ciągnął Crawford — słyszał pan już o wiecznym samochodzie.



18 из 211