
A więc stoimy, znaczy się, w przechowalni, patrzę na Kiryła, widzę, co się z nim dzieje, jakie ma zapadnięte oczy, i tak mi się go żal robi, że nie macie pojęcia. I właśnie wtedy zdecydowałem. To znaczy nie tyle nawet zdecydowałem, tylko jakby mnie ktoś pociągnął za język.
— Słuchaj — mówię — Kirył…
A Kirył właśnie stoi i trzyma w ręku ostatniego „pustaka” i wpatruje się w niego jakby chciał wleźć do środka.
— Słuchaj — mówię — Kirył! A gdybyś miał pełnego „pustaka”, to co?
— Pełny „pustak”? — powtarza i marszczy brwi, jakbym z nim nagle zaczął rozmawiać po chińsku.
— No tak — mówię. — Ta twoja hydromagnetyczna pułapka, jak jej tam… obiekt 77-b. Tylko z jakimś niebieskawym paskudztwem w środku.
Widzę, że zaczyna do niego docierać. Podniósł na mnie oczy, przymrużył powieki i widzę, że gdzieś tam, za psimi łzami pojawia się jakiś przebłysk rozumu, jak on sam uwielbia się wyrażać.
— Poczekaj — mówi. — Jak to pełny? Taki sam jak ten, tylko pełny?
— Aha.
— Gdzie?
Nareszcie. Dotarło. Nadstawił uszu. gęba od ucha do ucha.
