Wcisnął zdrową rękę między kolana, aby powstrzymać drżenie. Był to ból lub przemęczenie albo obie te rzeczy na raz i starał się im nie poddać. — Właśnie, jak zapewne dostrzegacie, wróciłem z innej tego typu nagłej akcji. Jeśli to polepszy wam samopoczucie, powiem, że wiem, co się wam przytrafiło na Dis i że w związku z tym zaproponowałem nawet, że sam przeprowadzę tę robotę. Wyśmiali mnie. Dla mnie nie było to wcale takie śmieszne. No jak, zgadzacie się? — Odwrócił się, aby spojrzeć Brionowi w twarz.

— Nie możesz nalegać na Leę, nie teraz. Zajmę się tym sam.

Carver sprzeciwił się ruchem głowy.

— Musicie działać razem, jako zespół. Rozkazy w tej sprawie są wyraźne. Jednakowe zdolności, synergiczny związek…

— Polecę z Brionem — powiedziała Lea. — Czuję się już znacznie lepiej. Zanim dotrzemy na miejsce będę w pełni sił.

— Miło to słyszeć. Jak zapewne wiecie, jesteśmy organizacją całkowicie dobrowolną — Carver zignorował drwiące prychnięcie Briona i wygrzebał z kieszeni płaskie plastikowe pudełko. — Nie sądzę, abyście nie wiedzieli, iż prawie wszystkie nasze akcje dotyczą kultur, które przeżywają kłopoty, społeczeństw zamieszkujących planety, które zostały odcięte od głównego nurtu ludzkich kontaktów przez tysiące lat. Nie zajmujemy się z zasady odkrywaniem planet na nowo, to zadanie Zwiadu Planetarnego. Oni lecą zawsze pierwsi, potem przekazują nam zgromadzone informacje. To twarda jednostka. Służyłem tam cztery lata, dopiero potem przeszedłem do Fundacji. — Uśmiechnął się ironicznie. — Myślałem, że ta nowa robota będzie łatwiejsza. Zwiad Planetarny ma jednak jakieś problemy i zwrócił się do nas o pomoc. Czy jesteście gotowi już teraz zapoznać się z tymi nagraniami?

— Przyniosę odtwarzacz z mojej kabiny — powiedział Brion.

Carver skinął ociężale głową, zbyt zmęczony, aby mówić.

— Zamówić ci coś? — zapytała Lea, kiedy Brion wyszedł z kajuty.



8 из 130