
— Nigdy i zawsze, to cholernie długi czas — odparł bardzo spokojnie Jason. — Chciałbym podzielać pańskie niezachwiane przekonanie co do właściwego porządku rzeczy.
— Twoja uwaga pozwala przypuszczać, że jest jeszcze dla ciebie cień nadziei. Może będziesz zdolny poznać Prawdę, zanim umrzesz. Pomogę ci, przemówię do ciebie i wyjaśnię.
— Lepszy już szafot — oznajmił Jason zduszonym głosem.
Rozdział 2
— Ma mnie pan zamiar karmić, czy uwolni mi pan ręce, żebym mógł zjeść? — zapytał Jason. Mikah stał nad nim z tacą nie mogąc się zdecydować. Jason podpuszczał go, bardzo ostrożnie, bo jeżeli cokolwiek można było zarzucić Mikahowi, to na pewno nie głupotę.
— Oczywiście, wolałbym, żeby mnie pan karmił, byłby z pana wspaniały służący.
— Sam możesz się obsłużyć — odparł natychmiast Mikah, wsuwając tacę w szczeliny fotela Jasona. — Ale musi ci wystarczyć jedna ręka, bo gdybym cię uwolnił, mógłbyś narobić kłopotów. — Dotknął przycisku na oparciu fotela i opaska na prawym przegubie odskoczyła. Jason rozprostował ścierpnięte palce i ujął widelec.
W czasie gdy jadł, jego wzrok nie spoczywał nawet na chwilę. Nie rzucało się to w oczy, ponieważ zainteresowanie gracza nigdy nie jest wyraźnie widoczne, ale można wiele dostrzec, jeżeli ma się oczy otwarte, uwagę zaś skierowaną pozornie gdzie indziej — nieoczekiwany widok czyichś kart, maleńka zmiana wyrazu twarzy, wszystko to może zdradzić, jak silny jest partner. Pozornie błądzące bez celu spojrzenie Jasona rejestrowało, szczegół po szczególe, wyposażenie kabiny. Pulpit sterowniczy, ekrany, komputer, ekran nawigacyjny, sterowanie lotem w podprzestrzeni, schowek na mapy, półka z książkami. Wszystko zostało dostrzeżone i zapamiętane. Niektóre z tych przedmiotów mogły przydać się w jego planach.
