
– Popatrz, zbójco – dawny kupiec bławatny zakołysał naczyniem i gorzałka zachlupotała kusząco – jak to się dziwnie na tym świecie plecie. Tyś mnie wczoraj sztyletem dźgnął, dzisiaj ja ciebie w ciemnicy nawiedzam.
– I litość cię przygnała? – zakpił Twardokęsek.
– Ciekawość. – Mroczek wykrzywił się i jego pociągłe, wąskie oblicze stało się z nagła podobne do pyska rosomaka. – Chcę wiedzieć, co się wydarzyło na południowych szlakach i jakeś do tej katowni zbłądził. Bo coś się stało niezawodnie, jeśli i książę Evorinth, i kapłani z wielkiej świątyni przychodzą z tobą mówić niczym z jaką personą. W coś się, Twardokęsek, wplątałeś z głupoty albo przypadku. I coś wiesz, skoro wciążżyjesz. Może więc cząstka tej wiedzy i mnie pomoże. – Przy tych słowach twarz mu się skurczyła, a kącik ust zaczął drgać nerwowo.
Odwrócił się prędko i pociągnął z gąsiora.
Boi się, pomyślał zbójca, dziwnie poruszony przerażeniem kompana. Na Przełęczy Zdechłej Krowy mało kto zdradzał się ze strachem; co bardziej lękliwi szybko kończyli w przydrożnym zielsku z rękojeścią noża wystającą spomiędzy żeber. Mroczek, chociaż ostrożny i przebiegły jak liszka, nie był tchórzem. Od lat krążył z grasantami u traktu, że zaś znał miejskie obyczaje, przyłączał się do kupieckich konwojów, by wciągnąć je potem w pułapkę. Chadzał też na zwiad do Spichrzy, gdzie na jego głowę naznaczono sowitą nagrodę, i nigdy nie wracał bez zysku. Tym razem jednak trafił na pomorckich kapłanów.
– Co ci, Twardokęsek, za różnica? – podjął ochryple Mroczek.
– I tak zdechniesz. Nikt się tu o ciebie nie upomni, więc i ty nikomu niceś niewinien. Dobrze gadam?
Nie spuszczając z niego wzroku, zbójca powoli skinął głową i aż mu się nieswojo zrobiło od zadowolenia, które rozlało się po obliczu kamrata.
– Sam widzisz – Mroczek poweselał i znów potrząsnął gąsiorem – że możesz kupić za tę opowieść pociechę przed zgonem. Gadaj więc wszystko wedle porządku, od tamtego dnia, kiedy z naszym skarbczykiem czmychnąłeś z kompanii. Goniliśmy za tobą, Uchacz nas prowadził, ale cię nie dościgliśmy. Może byłoby lepiej, gdybyśmy dościgli…
