
– Myślisz o Williamie Deversie? – zapytała matka, stając koło Fortune, żeby popatrzeć na zbliżający się ląd.
– Stale zapominam, jak on się nazywa – odparła. – William nie jest dla mnie swojsko brzmiącym imieniem, mamo.
– Masz przecież kuzyna Williama – odpowiedziała Jasmine. – To najmłodszy syn mojej ciotki Willow. To kuzyn, który przyjął święcenia kapłańskie w kościele anglikańskim. Nie wydaje mi się, żebyś go kiedykolwiek spotkała, skarbie. O ile dobrze pamiętam, był z niego miły młody człowiek. Trochę młodszy ode mnie. Jeśli nie spodoba ci się ten młodzieniec, nie musisz wychodzić za niego za mąż, kochanie – oświadczyła córce chyba już po raz dwudziesty.
Boże! Nie chciała, żeby młodsza córka Rowana była nieszczęśliwa. Wystarczyło to, co się stało z Indią.
– Jeśli nieźle się prezentuje i jest miły, z pewnością będzie mi odpowiadał, mamo – odparła Fortune. – Nie mam awanturniczej duszy jak ty i India, czy reszta kobiet w naszej rodzinie. Pragnę spokojnego, uporządkowanego życia. Księżna Glenkirk roześmiała się głośno.
– Nie wydaje mi się, żeby kobiety w naszej rodzinie celowo szukały dzikich przygód. Po prostu coś im się przydarza.
– Przydarza się, bo jesteście impulsywne i lekkomyślne – z dezaprobatą stwierdziła Fortune.
– Ha! – parsknęła śmiechem matka. – A ty nie jesteś impulsywna, moja mała łowczyni? Wiele razy widziałam, jak przeskakiwałaś na swoim koniu przez przepaści, doprowadzając nas do rozpaczy.
– Jeśli jeleń potrafi przeskoczyć rozpadlinę, to koń leż – odpowiedziała dziewczyna. – Nie, mamo. Ty i inni szukaliście egzotycznych miejsc i wrażeń, związałaś się z potężnymi tego świata. Było nieuniknione, że wplączesz się w ryzykowne przygody. Ja jesieni zupełnie inna. Podczas naszego pobytu we Francji z radością pozostawałam w domu, na łonie rodziny. Nie lubię dworu, tak jak tata. Zbyt wielu młodych ludzi, którzy myją się nieregularnie, są zakłamani i tylko szukają najświeższych plotek, a gdy ich nie ma, sami je tworzą. Nie, merci.
