
Jakże przyjemnie chłodne i ciemne było wnętrze baraku! Westchnęła z rozkoszą, usiadła i włączyła odbiornik. Serce jej lekko drgnęło, gdy zaczął się formować trójwymiarowy obraz i rozległ się głos Donliego:
— … wydaje się, że to potomek koniczyny.
W powietrzu widniał obraz rośliny z potrójnymi zielonymi liśćmi, gęsto rozsianej wśród miejscowej czerwonawej pseudotrawy. Obraz powiększał się, w miarę jak Donli zbliżał nadajnik, aby komputer mógł zanotować wszystkie szczegóły do późniejszej analizy. Evalyth zmarszczyła czoło starając się przypomnieć sobie, co… A, tak. Koniczyna to kolejna forma życia, którą, zanim zapadła Długa Noc, człowiek przeniósł ze Starej Ziemi na więcej planet, niż ktokolwiek obecnie pamiętał. Często Owe formy życia zmieniały się nie do poznania; przez tysiące lat ewolucja przystosowała je do obcych warunków albo też mutacje i znos genetyczny zadziałały nieomal losowo na niewielkie populacje wstępne. Nikt na Krakenie nie wiedział, że tamtejsze sosny, mewy i rizobakterie to zmutowani przybysze, dopóki na planetę nie przybyła ekspedycja Donliego i ich nie zidentyfikowała. Nie oznaczało to, że oraczy ktokolwiek z tej części galaktyki zdołał już dotrzeć z powrotem do Starej Ziemi. Al,e banki danych na Athei wyładowane były informacjami, podobnie jak kochana kędzierzawa głowa Donliego…
W polu widzenia pojawiła się jego olbrzymia dłoń, zbierająca okazy. Evalyth poczuła nagle ochotę, by ją pocałować. Cierpliwości, cierpliwości, napominała młodą żonę służbista część jej osobowości. Mamy tu pracować. Odkryliśmy kolejną zaginioną kolonię, jak dotąd w najgorszym stanie, cofniętą do skrajnego prymitywizmu. Do nas należy doradzenie Komisji, czy warto tu wysłać misję cywilizacyjną, czy też szczupłe zasoby Zjednoczonych Planet przerzucić gdzie indziej, a tutejszych mieszkańców pozostawić w nędzy jeszcze przez dwieście, trzysta lat. Aby sporządzić uczciwy raport, musimy się im przyjrzeć, ich kulturze, ich planecie. Dlatego siedzę tu na barbarzyńskim pogórzu, a on wyruszył do dżungli, w której roi się od gotowych na wszystko dzikusów. Błagam cię, kochanie, kończ szybko i wracaj.
