
Wygrał
Kto szuka, znajduje, widać, że co być musi, musi być, i narzuca się z wielkim uporem, kto się zdaje na los, ten ma pusty trzos. Zwykle tak się mawia, a ponieważ mawia się tak zwykle, przyjmujemy wyrok bez zbędnych dyskusji, podczas gdy naszym obowiązkiem ludzi wolnych jest energiczne spieranie się z despotycznym przeznaczeniem, które rozstrzygnęło, i któż to może wiedzieć, z jakich to złośliwych pobudek, że wypadł film, a nie ćwiczenia lub książka. Jako nauczyciel, i jeszcze do tego historii, ten to nauczyciel Tertulian Maksym Alfons, który jak widzieliśmy przed chwilą w kuchni, powierzył swoją najbliższą przyszłość trzem okruchom chleba i bezsensownemu dziecięcemu paplaniu, jest złym przykładem dla nastolatków, powierzonych przez przeznaczenie, to samo lub inne, jego rękom. Niestety nie pojawi się w tej opowieści antycypacja możliwych zgubnych efektów wpływu takiego nauczyciela na kształtowanie się młodych dusz podopiecznych, dlatego zostawiamy je tutaj, bez innej nadziei niż ta, że spotkają pewnego dnia na ścieżkach życia impuls przeciwny i on ich uwolni, któż to wie, czy nie in extremis, od irracjonalnego zatracenia, które w tej chwili im grozi.
Tertulian Maksym Alfons starannie umył naczynia po kolacji, od zawsze stanowi dla niego niepodważalny obowiązek zostawienie po jedzeniu wszystkiego w stanie nieskazitelnej czystości i na swoim miejscu, co uczy nas, wracając po raz ostatni do wyżej cytowanych młodych dusz, dla których podobne działanie byłoby, być może, jeśli nie wręcz z największym prawdopodobieństwem, godne lekceważenia, a przymus jest martwą literą, co uczy nas, jak mówiliśmy, że nawet od kogoś tak mało godnego polecenia w sprawach, tematach i kwestiach związanych z wolnym wyborem można się czegoś nauczyć. Tertulian Maksym Alfons przyjął z wyważonych obyczajów rodziny, w której przyszedł na świat, te i inne dobre nauki, zwłaszcza od matki, szczęśliwie jeszcze żywej i zdrowej, którą niechybnie odwiedzi pewnego dnia w małym miasteczku na prowincji, gdzie przyszły nauczyciel otworzył oczy na świat, kołyskę matczynych Maksymów i ojcowskich Alfonsów, i w której przydarzyło mu się być pierwszym Tertulianem, urodzonym niemalże czterdzieści lat temu.