
Dlatego w dalszym ciągu podlegają Dyskretnemu Nadzorowi, co oznacza, że muszę na ich planecie utrzymywać zespół około dwustu agentów przebranych w ciężkie i niewygodne stroje z protoplazmy, żeby uchronić ich głupie mózgi od samozniszczenia, dopóki nie osiągną duchowej dojrzałości.
Na domiar złego ich Układ Słoneczny ma tylko dziewięć planet, przez co siedziba mojego sztabu nie może leżeć dalej od gwiazdy Sol niż planeta zwana przez nich Plutonem. Zimy są tutaj znośne, ale w lecie jest niewypowiedzianie gorąco. Mówię ci, Hoy, życie sierżanta gwiezdnego to nie same gloory i skubbety, jak to często mawiają u was, na tyłach.
Gwoli sprawiedliwości jednak powinienem przyznać, że tym razem sprawa nie zaczęła się na planecie Soi Ul. Od czasu, kiedy niespodziewanie i przez nikogo nie proszeni rozszczepili atom, co, jak wiesz, kosztowało mnie awans, podwoiłem liczbę tajnych agentów na tej planecie i dałem im wyraźny rozkaz meldowania natychmiast o najdrobniejszym nawet wynalazku. Nie sądzę, żeby teraz ci ludzie mogli bez mojej wiedzy wynaleźć choćby najzwyklejszy wehikuł czasu.
Ale nie, tym razem zaczęło się na planecie Rugh VI, która jej mieszkańcom znana jest pod nazwą Gtet. Jeśli zajrzysz do atlasu, Hoy, zobaczysz, że Rugh jest średnich rozmiarów białym karłem na obrzeżach Galaktyki, a Gtet to nadzwyczaj mało ważna planetka, która dopiero niedawno osiągnęła poziom 19 — warunkowe obywatelstwo międzygwiezdne.
Gtetanie są rasą wyższych ameboidów zajmujących się produkcją niezłego gatunku aszkebaku, który eksportują na sąsiednie planety Rugh IX i XII. Są ludem wielkich indywidualistów i wciąż doświadczają wielu trudności życia w scentralizowanym społeczeństwie. Mimo kilku wieków życia w zaawansowanej cywilizacji, większość Gtetan traktuje Prawo jako rozkoszny obiekt do obejścia, a niejako drogowskaz życia.
